• Start
  • Recenzje
  • Fyrtelstein – historia jednego gnieźnianina i 3 narodowości
  • Jarek Mikołajczyk

Fyrtelstein – historia jednego gnieźnianina i 3 narodowości

Opowieść przygotowana przez Łukasza Mucioka, Joannę Arndt - Modyikowską i ekipę z "Ekonomika" na Festiwal Fyrtel intrygowała przede wszystkim tytułem i tematem — Hans Fyrtelstein. Była w pewnym sensie dopełnieniem idei Fyrtla jako festiwalu osadzonego w tradycji miejskiej. Historia oparta gdzieś na przesłankach faktycznych i losach nie tylko głównego bohatera, otrzymała bardzo rzetelny scenariusz napisany zgrabnie, ale podparty, co słychać badaniami na temat regionu.

Pokazanie Gniezna jako wypadkowej Trzech Kultur, wydaje się dobrym zabiegiem, choć zdecydowanie podobnie jak w całej Wielkopolsce ścierały się, ale i współistniały przede wszystkim, kultura pruska i polska. Tutaj niejako zrównano proporcje z kulturą żydowską, obecną i ważną dla życia gnieźnieńskich fyrtli, jednak w mniejszym stopniu niż w innych regionach Polski. Zabieg ten wydaje się zrozumiały dla zarysowania problemów i zależności, oraz zaznaczenia złożoności takiej sytuacji. Nawiązanie do sytuacji pacjentów Dziekanki, którymi niejako stała się widownia to także jeden z walorów scenariusz. Oparcie pewnego konfliktu wewnętrznego bohatera na ludzkich przyjaźniach i miłościach, które nie wartościują wedle narodowości, dobrze zagrane w pierwszej części spektaklu. Partnerująca Łukaszowi Muciokowi Basia Hanusko uczennica Technikum Informatycznego ZSEO ma na barkach sporo tekstu, ciężar scen rozkłada się po połowie. Trudno oczekiwać od niej gry wybitnej, to jednak co robi, robi dobrze. Poza sceną ostatnią, kiedy zakłada kapotę munduru niemieckiego i wypędza widownię z sali, jest przekonująca i wiarygodna. Dotrzymuje kroku Łukaszowi Muciokowi.

Dramat bohatera oparty na losach miłości do Żydówki przyjaźni z Niemcem - chyba najwyraźniej pokazany w rozmowie Rahel i Janka o wizycie na kolacji w domu Żydówki. Obawy młodego Polaka przed ojcem, który delikatnie, rzecz ujmując, Żydów nie lubi, dylemat czy kłamać i ukrywać swoja miłość... To zapewne część codzienności młodych ludzi tamtego trudnego czasu na Fyrtlu, gdzie mieszały się relacje i zależności. W tym wszystkim pojawia się wojna i choroba, Muciok wykorzystał też dla poszerzenia wątków o element snów. Pojawia się także gazeta Lech i jej doniesienia.

 

Jest to opowieść o Fyrtlu niewątpliwie osadzona w realiach Gniezna czasu początków XX wieku, aż do II wojny światowej. Wydaje się, że ten aspekt regionalno-historyczny jest siła przedstawienia, podparcie się prawdziwą postacią. Czytelna, nieco schematyczna, prosta dobrze zrobiona scenografia również pokazuje ten ostateczny wspólny mianownik niezależny od nacji.

Trudno oceniać grę aktorską, jest tu trochę jednowymiarowo. Łukasz Muciok gra grubą kreską, bardzo wyrazistym przerysowaniem, które, jeśli w scenach senno-obłąkańczych pana Janka — pacjenta nie razi, to w bardzo schematycznym potraktowaniu postaci Żyda, już trochę uwiera. Śmiejemy się, bo jest śmiesznie, czy jednak trochę nie jest to „żydek z pieniążkiem” z naszych domów? Brakuje momentów wyciszenia, wejścia w siebie, nieco introwertycznego grania niuansami i emocją i pewnego przerwania tego nieustannego mocnego do przodu, wyciszenia salw śmiechu...Mimo wszystko ten spektakl się broni, chyba nie tylko przez tematykę. Kilka ładnych pomysłów scenicznych, proste środki wyrazu... Element interakcji z publicznością. Być może w tej zgrywie i zabawie jest jakaś metoda, sala się dobrze bawiła, czasem o to chodzi w teatrze.

Zdecydowanie poza scenariuszem Joanny Arndt-Młodzikowskiej, scenografią Szymona Binarscha bardzo dobra muzyka Oskara Nash Andrzejewskiego, pomaga duetowi aktorskiemu. Niezwykle istotnym jest fakt, że przedstawienie przygotowane jest przez nauczycieli i uczniów jednej szkoły. ZSEO. Popularny Ekonomik w tej materii jawi się placówką wyjątkową. Warto to podkreślić. Obok Barbary Hanusko partnerujacej Łukaszowi Muciokowi w przygotowaniach brał także udział Ramzes Łagiewski, który zajął się techniką przedstawienia, również uczeń Technikum Informatycznego.

 

Czwórka nauczycieli i dwoje uczniów przygotowali spektakl Hans Fyrtelstein, który wpasował się w tematykę Festiwalu Fyrtel jako Festiwalu Dziedzictwa Kulturowego Gniezna. Zapewne udało się autorom dotknąć trudnej sytuacji współistnienia trzech narodowości, w którym mamy też okupantów i okupowanych sytuacji, w której niektórzy tracili poczucie tożsamości. Wydaje się, że niezwykle dużo czasu poświęcili twórcy na przygotowanie tekstu, poszukiwanie danych. Prosi się o pokazanie Hansa Fyrtelsteina jeszcze raz po pewnym wyczyszczeniu. Spektakl ma potencjał, nie tylko w zjawiskowości współpracy uczennicy i nauczyciela na scenie. Choć to zapewne nie łatwe zadanie dla jednej i drugiej strony.

 

Jarek Mixer Mikołajczyk