• Jarek Mikołajczyk

Inferno - pozdrowienia z wakacji

Film ze swej natury jest do oglądania. Czasem tylko zdarza się film, do namysłu, do przeżycia emocji jeszcze rzadziej film chce coś zmieniać...Z tym trzeba się po prostu pogodzić. Tyle, czy naprawdę zawsze idąc do kina mamy ochotę na arcydzieło? No raczej, że nie. Inferno zaczyna się pięknie – Florencja po prostu jest piękna. Takie mamy miasta jakich mamy Medyceuszy, wszak to jedna z prawd historii architektury i sztuki.

Zdecydowanie Inferno można by pokazywać na przeglądach filmów turystycznych. Przy prostej oklepanej jak walka dobra ze złem fabule niezwykle interesująco wypadają zdjęcia wspomnianej Florencji czy Konstantynopola, po drodze woda Wenecji. W tej materii film nie zawodzi.

 

Mamy tu jednak i inne obrazy, które nie zawodzą. Generalnie wizje wybitnego speca od symboli Roberta Langdona godnie schyłkowe – niezły w nich armagedon. Zdjęcia są jak na gatunek pod wodzą Salvatore Totino to mocna strona Inferno.

 

Fabuła na szczęście nie tak naiwna jak Kod Da Vinci, choć to także ekranizacja powieści Dana Browna. Oczywiście tajemnice, sensacje idea...piętrzą się, buzuje też akcja pełna zwrotów. Rzecz jasna bardziej cywilizowana wersja Indiana Jones. Miast obierzy świata, trochę osiłka i MacGywera, mamy tu mózgowca, rzecz jasna przystojnego pana w średnim wieku. Żeńska część widowni nawet jeśli się będzie nudzić będzie miała na kogo popatrzeć. Tom Hanks bardzo przyzwoicie popisuje się ogromną wiedzą granego przez sienie naukowca, nosi się też w dobrych garniturach. Panowie też mogą być spokojnie Felicity Jones całkiem jest atrakcyjną partnerką Hanksa. Ma w sobie to coś...generalnie ciepło a do tego Sienna Brooks grana przez nią jest świetnym lustrem od którego Langdon może odbijać swoją rozległą wiedzę. Jest jeszcze ta druga para. Taka co to cel uświęca środki: Bertrand Zobrist i jego kochanka i uczennica. Troche tak nie po kolei zresztą jak zwykle u Browna. Że niby idea, którą ogarnięty jest Zorbist to w sumie dobra jest, bo światu grozi przeludnienie i trzeba zeby uratować ludzkość dokonać selekcji. Idea ratowania świata ludzkiego by nie wyginął jak dinozaury przez wpuszczenie wirusa, który najpierw wytnie 3/4 ludności...nie ma co kryć #danbrowndokwadtatu. Demon może walczyć w słusznej sprawie, albo ze niby słuszna sprawa jest trochę demoniczna – dyrdymały, które się jednak całkiem fajnie ogląda. Z logika piętrzenia zwrotów akcji u Browna nigdy po kolei. Kilka ładnych scen i pozdrowienia z wakacji. W sumie siłą tego filmu jest tempo. Dzieje się dużo i szybko. Widz nawet nie zdąży załapać, że to co ogląda jest głupie, nielogiczne i szyte grubymi nićmi.

To właśnie tempo i błyskotliwa prezentacja miejsc ważnych dla historii sztuki i biur turystycznych, sprawia, że mimo wszystko, ogląda się dobrze. Choć akcja mija się z logiką na szczęście pewne fakty i tropy zawarte w dziełach sztuki, których tu pełno, pozwalają widzowi uzupełnić wiedzę w zakresie. Jest tu też kluczowy Dante.

Lekko łatwo i przyjemnie. Trochę chaotyczne, a jednak przemierza widz przez świat, nie musi się gimnastykować umysłowo...Jest w sumie trochę irytująco, gdyby się zagłębiać...Kto jednak normalny zagłębia się w Dana Browna?


Czasem się idzie do kina, żeby widzieć Florencję i nie myśleć. I po to są takie filmy jak Inferno. Technicznie bardzo to sprawnie zrobił Ron Howard. A fabuła? Czy to ważne.

 

Zgrabnie skręcone. Obejrzeć, można, jak kto lubi to nawet mu się spodoba. Źle nie jest.

 

Jarek Mixer Mikołajczyk