• Jarek Mikołajczyk

Pajk - Po hajs 3 do gwiazd? recenzja płyty

Trochę, a może nawet mocno obok swagowych i trapowych wyścigów, kompletnie slow - to pierwsze wrażenie odsłuchu płyty. Pajk siada ze swoimi wersami w bardzo zrelaksowane klimaty bitów. Jak to dziś się zwykło mówić „jedzie na laid backu”. Wydaje się, że ten świadomy wybór stawia płytę w niszy, co z jednej strony utrudnia dotarcie do zamkniętej, w większości, na to co odmienne publiki rapowej, z drugiej chroni przed zlaniem się z tysiącem trapowych nawijaczy.

 

Na taką płytę może się zdecydować raper, który ma spory dystans do siebie, a przede wszystkim do dzisiejszej publiki, dla której opowieści o elementach kultury hip hop, czy pokojowe wezwania jakie na początku tej kultury posyłał w świat Afrika Bambaataa są kompletnie obce. Zostawmy jednak publikę, po pierwsze to nie esej o kulturze hh, po drugie na szczęście większość to nie wszyscy. Grafika na okładce nie powala, ale też nie odstrasza – prostota nie jest wadą. Po hajs czy do gwiazd? Tytułowe pytanie wydaje się być istotne, choć chyba nawet Pajk nie próbuje na nie odpowiedzieć na siłę.

 

Początek płyty Polskie UGK – dobra produkcja Wrotasa. Bit buja spokojnie, powolnie, chiloutowo. Mimo tego Pajk bawi się tempem nawijania, dobra maniera przerysowania dykcyjnego. Bez zarzutu dykcja i interpretacja tekstu. Delikatny trans współgra z tłem bitu pełnym elektroniki i powietrza. Styl nawijania kontrastuje dynamiką z warstwą monotonnej nieco transującej muzyki. Dobry refren: Prawdziwi gdzieś odeszli, prawilni koszą cash dziś, dzieci piszą teksty o kodeinie we krwi podnosi wymowę zwrotek.

 

Droga do gwiazd tym razem produkcja Funk Monster – bit idzie nieco szybciej, sporo elektronicznego tła w brzmieniach lat 80-tych. Kawałek dość osobisty. Obojętne co mówisz mi w twarz to jest mój czasZwrote postawił także Dondi. Dobry spójny kawałek, trochę bardziej pulsujący niż pierwszy. Mały rozrachunek ze środowiskiem, raczej bez beffu, taka powolna jazda Lowriderem poboczami miasta i rapu, dzielenie się spostrzeżeniami bez napinki.

 

Who The With Key (Modelka) tu idzie piękna zabawa tytułem i fonetyką Chude witki…Bit buja przepięknie - pozytywny „wajb” trochę G-funkowo…Jest tendencja do zabawy formą...Tutaj, po za specyficznym protest songiem, wobec trendom mody (w dosłownym znaczeniu). Tekst dostarcza sporo zabawy słowem. Kanon piękna jak Canonem robi te zdjęcia, lustro pęka jak amantów serca. Ponownie brzmieniowo tła jak z lat 80-tych, bębny wyjęte z rockowej kapeli z tamtych właśnie lat. Bit toczy się płynnie, tekst miejscami zabawny, momentami dosadny. To nie jest sexi dałaś złapać się w sieć tym co hołdują anoreksji jak tysiące innych dziewczyn…no i czysta męska prawda: każdy facet chce zobaczyć kawał dupy, ładne udo i pierś, te wychudzone  dechy to muzy pe  dałów chłopięce sylwetki blee. Trochę ostro w poprawność polityczno-społeczną, ale nie o nią w rapie chodzi.

 

Converse, Blackberry, Kezzo najlepszy bit Funk Monstera na tym krążku, spokojnie można by z niego wyjść daleko po za rap, gdzieś w stronę muzyki alternatywnej. Lekki puls, ciekawe bębny i rozedrgane tła elektroniczne tworzą niesamowicie spójną całość. Pajk raczej melorecytuje w tym kawałku, niż rapuje. Świetnie podany monotonny refren: Converse Blackberry Kenzzo, Converse Blackberry Kenzzo,  Converse Blackberry Kenzzo…to moja codzienność. Dobre zwroty. Ty masz swag, ja mam styl. Czym jest swag? Te czapki wykręcone na drugą stronę czaszki, aż mi słabo stary dlatego noszę ciemne okulary nawet w pomieszczeniu niezbyt jasnym – jasny gwint . Idealny kawałek na granice nocy i świtu tak koło 3 w nocy.

 

Ciemne Okulary. Mocniejszy bas posadzony w bicie przez Wrotasa, nie rozbija klimatu trzech pod rząd produkcji Funk Monstera. Taki powolny pełen, przesłuchów i powtórzeń trip sporo w kawałku THC. Świat staje się jakiś piękniejszy gdy nie muszę patrzeć na tych idiotówDużo zabawy słowem i intonacją. Jasna i czytelna dedykacja, jednocześnie dobra rada dla wszystkich ludzi o małych oczach i czerwonych spojówkach – noście okulary…

 

Piwko i Spliff. Ponownie więcej życia na tej "nieprzyzwoicie" wychillowanej płycie. Trochę Jazzhopowy bit z mocnym pulsem, ale też świetnymi samplami delikatnie funkujących gitar i swingującego piana. Toczy się kawałek bardzo swobodnie, tak jak Pajk kładzie bez żadnego spięcia swoje wersy. Kolejny tekst, w którym raper bawi się formą i słowem. Może trochę przeintelektualne wywody nad kolejnym kuflem. Barowo i sympatycznie.

 

Kapitan PajkZdecydowanie kawałek na singla. Trochę o niczym, a jednak tekst się klei. Na pewno warto posłuchać nad ranem, tak dla odprężenia – niezobowiązująca opowieść Pajka o kapitanie, zwalnia z szukania gierek słownych i sensów. Bardzo dobra robota Funk Monster.

 

Huśtawka życia. Po raz kolejny Pajk kojarzy się z jakimś echem Oddziału Zamkniętego czy może nawet bardziej Lady Pank. Na szczęście tylko w wejściu kawałka i refrenie. Zwrotki w tym kawałku w pełni pokazują technikę Pajka, sprawne zmiany tempa bez wywalania się z bitu. Puszczam kaczkę na wodzie jak inni pawia na imprezach myślę o moim zawodzie i jak go nienawidzę teraz, przecież życie jak teatr, kurtyna idzie w dół, szczęśliwi na pokaz ludzie wychodzą ze swoich ról…Dobry kawałek na koniec płyty.

 

Po hajs 3 do gwiazd? To płyta bardzo spójna i przemyślana. Ta spójność w pierwszym odsłuchu może wydać się monotonna. Płyta zyskuje z każdym kolejnym odsłuchem. Zdecydowanie nie jest to płyta dla sprinterów, którzy mogą odsłuchać longiem góra dwa kawałki i to najlepiej z komórki w drodze od jednej do drugiej bramy. Mimo, że jest to stosunkowo krótki krążek wymaga od słuchacza czasu, by wysłyszeć pewne gry, zabawy, ukryte dźwięki i sensy. Rzetelna płyta, nawet jeśli w pierwszym odsłuchu wydaje się trochę przekombinowana. Te kombinacje jednak dalekie są od popisów, są raczej efektywne niż efekciarskie. Wymarzona muza do słuchania w aucie podczas nocnych tripów przez miasto. Bardzo dobrze słucha się też nad ranem, kiedy wszyscy w domu śpią - świetny relaks. Wydaje się, że na płycie Pajk pokazał sporo swoich upodobań w southside'owych motywach, zgrabnie nawiązuje także do G-Funk, nie brak też brzmień nowoczesnych czy alternatywnych. Niestety, a może to dobrze - płyta wymaga raczej wersji fizycznej, lub przynajmniej dobrego sprzętu, sporo traci w odsłuchu z telefonu. 

 

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

Preorder:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

odsłuch