• Jarek Mixer Mikołajczyk

Ela, Ella: wybitna artystka, wspaniała wystawa - po prostu Binkowska

Duże słowa w tytule? Jeśli ktoś jest genialnym artystą, genialną artystką, nie będę cedził przez zęby jakiś gównianych komplementów. Ładne to są trójwymiarowe bozinki na odpuście, albo trampki converse. Nie ma w tym ani przesady, ani kumoterstwa, kto był na wystawie Elżbiety Binkowskiej ten wie. Kto nie był, miał to gdzieś, jego prawo. I tytuł Po owocach ich poznacie - znaczący. 

705696 3946444593962 2031049502 o

No to skoro sobie wyjaśniliśmy, teraz napiszmy jak jest.

Artystka najwyższego formatu, bezdyskusyjnie bezkompromisowa. Nie maźnęła portreciku władcy, choć przeżyła ich paru, przez lata daleka od miejskiego establishmentu. Na początku drogi, tej artystycznej - 30. lat temu niejako dostała zielone światło akceptacji wybitnej ówczesnej dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury – Krystyny Jóźwiak. Wsparcie ówczesnej załogi ośrodka.

Przez lata jednak zapomniana w rodzimym mieście, przywracana do pamięci przez Annę Dębiec – jej artykuły i...No trudno, trzeba to napisać zgodnie z prawdą, przez piszącego te słowa.

Nie trudno, że nie chcę się przyznawać, tylko trudno, że niektórzy odczytają to, że niby myślę sobie o sobie: co to nie ja.
Ich problem - ludzie oceniają ludzi podług siebie, myślą że wszyscy są tacy jak oni sami – mawiał mój dziadek kowal.

W latach ostatnich, Ela Binkowska prowadziła ABC Świadomości plastycznej w Centrum Kultury eSTeDe, po drodze wcześniej zdarzyły się wystawy najpierw w MDK-u w Gnieźnie, potem sporo solowych ekspozycji w kraju i za granicą. Kilka zbiorowych z Die Gruppe między innymi na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych w Płocku czy na otwarciu Festiwalu Filmowego Prowincjonalia. Ważna wystawa w IKE pod kierunkiem Grażyny Gajewskiej. Pokaźna ekspozycja miała miejsce podczas jednej z Offeliad, wreszcie w gmachu Starostwa w Gnieźnie. Były całkiem niedawno Koziegłowy wcześniej Trójmiasto...W czasie współpracy z eSTeDe mocno odcisnęła piętno na kilku młodych adeptach malarstwa.

Kilka lat z rzędu prowadziła plenery w starej parowozowni podczas Dni Pary. Były też warsztaty podczas jednego z Królewskich Festiwali Artystycznych. Jako ilustratorka nieustannie bliska osobie Jana Wilkonia. W trudnym dla artystki osobiście momencie, ponownie mogła liczyć jedynie na przyjaciół.

- Kiedyś robiąc porządek w garażu, albo pracowni, znalazłam zaproszenie na pierwszą wystawę. Okazało się, że było to 30. lat temu. Tak zrodził się pomysł tej jubileuszowej wystawy. Najpierw idę wsparli przyjaciele, a na etapie konkretu dyrektor MOK – Dariusz Pilak i szefowa galerii Iwona Wiśniewska podjęli temat, sporo pomocy uzyskałam też od Teresy Młodzieniak. Dla mnie to ważne, bo przecież również ona pomagała mi w tej pierwszej wystawie. Taki powrót po 30. latach do MOK-u – powiedziała nam Elżbieta Binkowska.

Zanim osobiste wrażenia, impresje na temat Elżbiety Binkowskiej jej obrazów i samej Eli, które trafiły do katalogu wystawy, trzeba kilka konkretów napisać.

Takiej wystawy Elżbieta Binkowska w Gnieźnie jeszcze nie miała. Trzeba przyznać, że wystawa trudna organizacyjnie. Artystka zebrała ogromną część swoich prac, mimo pewnej rozpoznawalności na przestrzeni 30. lat Binkowska nie tylko stosowała różnorodne techniki, od serigrafii, przez olej, gwasze i akryl. Ponadto obok malarstwa, wyeksponowano choćby ilustracje, odrębną ekspozycję stworzyły Twarze Chrystusa – obrazy elementy scenografii do Królewskiej Drogi Krzyża – Teatru Wizji Czerwona Główka. Prace w większości przypadków zostały wypożyczone od kolekcjonerów prywatnych. Przygotowana przez Iwonę Wiśniewską z Galerii MOK aranżacja wystawy, robi niesamowite wrażenie. Mimo mnogości prac widz nie czuje się przytłoczony, a jedynie oczarowany. Tu zapewne ogromne znaczenie ma przemyślane komponowanie wystawy, ale też rozedrganie, które dzięki koloryzmowi Binkowskiej jest niezwykle energetyczne.

Takiej wystawy, tak naprawdę w Gnieźnie nie było od bardzo dawna. Tłum na wernisażu, godzinna kolejka z gratulacjami po otwarciu...

Katalog. Pewnie gdyby nie sponsor – Firma Altom, tego katalogu by nie było. Pewnie też nie było katalogu gdyby nie zdjęcia wykonane przez Aldonę Woźnicką. Chce się powiedzieć, a może wykrzyczeć: Nareszcie! Do ciężkiej cholery – nareszcie! Katalog powinien być standardem. Ten jest wysoko ponad standardami. Piękny pełen kolor, świetnie wydany. Niesamowicie opracowany graficzne, złożony, złamany. Fantastyczna robota Doroty Domagały. 30. lat pracy Elżbiety Binkowskiej zamknięte w Pięknym katalogu.

Wyrwane z katalogu:

Królewska Droga Krzyża – Teatr Wizji i Medytacji Czerwona Główka - Twarze Chrystusa

Elżbieta Binkowska jako jedno z ważnych dokonań, sama wymienia 14 Twarzy Chrystusa do działania przestrzenno-medytacyjnego Królewska Droga Krzyża Teatru Wizji i Medytacji Czerwona Główka. Ten cykl obrazów, opartych na stylistyce ikon, a malowanych na surowym płótnie, prostych, a jednocześnie podskórnie bardzo emocjonalnych, był także ważny dla twórcy Czerwonej Główki – Sławomira Kuczkowskiego: wizjonera, mistyka i poety, o którym zarówno Ela jak i piszący te słowa nie potrafią do dziś mówić inaczej niż Sławek. Królewska Droga Krzyża była pierwszą realizacją Kuczkowskiego opartą na przeświadczeniu Simone Weil mówiącym, że jeśli teatr może być naprawdę dobry i poruszający to powinien być nieruchomy.

Poza niezwykłą myślą Portiera Pana Boga, jak kiedyś nazwano w Sławka Kuczkowskiego to właśnie powstałe z niezwykłym namysłem i medytacją Twarze Jezusa Chrystusa Eli Binkowskiej stały się osią pierwszego bodaj na świecie teatru świadomie nieruchomego, teatru misterium wewnętrznego, w którym dramat nie jest przez nikogo odgrywany, a który dzieje się wewnątrz, w duszy czy umyśle uczestnika. Wyeliminowanie aktora, ale też widza i zastąpienie go uczestnikiem przeżycia duchowego, nie było by możliwe w Królewskiej Drodze Krzyża gdyby nie „Chrystus” 14 razy malowany przez Elę. Te 14 Twarzy Chrystusa, 14 stacji KDK, jest też pewnym dowodem, tego, że empatia pozwala stworzyć uniwersalny przekaz, nawet jeśli współtwórcy działania są na różnych biegunach duchowości i prowadzą zupełnie inny rodzaj życia wewnętrznego.

Jarek Mixer Mikołajczyk

David Bowie

Ela porusza się w przestrzeni kolorów. Malarstwo, niewymuszone, a nawet powiedziałbym niewymuszalne. Po prostu Elżbiety Binkowskiej nic nie zmusi do malowania, tak jak kiedy się uprze na jakiś ze swoich obrazów to nikt jej nie zmusi do sprzedania go. Rzecz jasna tak ma wielu artystów. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że przecież mimo ewidentnie rozpoznawalnego stylu, mimo też pełnej świadomości, że nawet arbuzy, gruszki, butelki czy motocykl nie są u Eli malarstwem o niczym, to jest to jednak malarstwo dekoracyjne...Wtedy pokazuje się pewien niewidoczny czasem fenomen.

David Bowie – artysta totalny, a jednak dekoracyjny, bo muzyka też bywa dekoracyjna. Miejscami Bowie świadomie flirtuje z kiczem stylu glitter rock, nigdy jednak nie staje się śmieszny. Są takie płyty, na których David Bowie brzmi jak król popu – muzyki dekoracyjnej, nikt jednak nie ma cienia wątpliwości, że jest to wciąż ten sam David Bowie, którego nikt nie zmusił, do grania takiej płyty jaj Hours. Artysta wolny to taki, który nie ogranicza również sam siebie. Zestawienie nie jest przypadkowe. Jak napisałem Ela porusza się w świecie kolorów, warto jednak pamiętać, że przy tym słucha wiele muzyki. Jednym z tych totalnych muzyków, który w dużej mierze kształtował wrażliwość Eli Binkowskiej był właśnie Bowie. David zresztą zajmował też sporo miejsca w pewnym momencie w twórczości Eli podobnie jak Laurie Anderson, Metalica, Michael Jackson i Mozart. Być może też jako dziennikarz głównie muzyczny najpełniej postrzegam świat i ludzi przez muzykę. Kocham Davida Bowie'go takim jak go widzi Ela Binkowska...Może po prostu to co piszę jest echem naszej rozmowy, tuż po tym jak dotarła wiadomość, że Black Star już zgasł, że Ziggy Stardust, śpiewa już po tamtej stronie...Zadzwoniła Ela, zupełnie zwyczajnie, jak by dzwoniła podzielić się bólem po śmierci wspólnego przyjaciela. Mokra i słona rozmowa, pełna bezdechów, ciszy i ciepła. Czy były to emocje podobne żegnaniu Sławka Kuczkowskiego? Teraz nie jestem pewien. Wiem tylko, że nawet jeśli, co raczej pewne Bowie o tym nie wiedział, Ela malowała go androgenicznie pięknie...I to są portrety malowane przez przyjaciółkę. Jest taki jeden szkic autoportretu Bowiego z dziesiątkami adnotacji, ciągów liter...Jakże podobny do tego co Ela maluje, a przecież malowany ręka samego Davida Bowie...

Jarek Mixer Mikołajczyk

Przyjaźń z Elą to nie tylko butelki po winie

Nasza znajomość z Elą Binkowską to zapis trudnej przyjaźni. To co wartościowe jednak najczęściej nie bywa łatwe. Najprościej chyba powiedzieć, że jako przyjaciel rodziny tworzy niezwykle dynamiczne relacje. Relacje, które wypełniają wspaniałe wieczory rozmów, nie tylko o sztuce, rzecz jasna rozmów najczęściej przy czerwonym winie. To jednak też relacje, w których zdarzało się i tak, jak podczas wystawy dla winiarzy francuskich, którą organizowaliśmy wspólnie z Elą.

Ot wystawa zawisła, choć wnętrza ówczesnego MDK-u w Gnieźnie zionęły PRL-owskim „blichtrem”, prezentowała się świetnie. Francuzi, którzy wytwarzają wyśmienite markowe wina stawili się w licznie ze 30 osób, pytali: o ceny obrazów, o autorkę, o inspirację...Nam pozostało zapewniać przez jakieś półgodziny, że artystka za 5 minut na pewno dotrze. Relacje, przyjaźń i atencja do Eli - przyjaciółki rodziny, zmieniały się w burzę, którą skrzętnie ukrywaliśmy, przed gośćmi...Kiedy już wydawało się, że zafascynowani obrazami Francuzi odjadą z kwitkiem, my zostaniemy z wystawą, bez wina i bez Eli, otworzyły się drzwi bez huku, a jednak z powiewem energii...

Jak gdyby nic się nie stało, szybki uroczy słowotok-show przeprosin, zapewnień, uśmiechów i atmosfera z dość już gęstej stała się jasna i przyjazna jak „Pouilly Fume Chateau de Nozet”. Francuzi odjechali kontenci, obładowani obrazami, a my kompletnie nie myśleliśmy o burzy, o czekaniu, o nerwach...Do dziś nie wiemy tak naprawdę dlaczego wszyscy musieliśmy czekać, to w ułamku sekundy stało się nie istotne. Miłość, ta prawdziwa, podobno jest bezwarunkowa, z przyjaźnią jest chyba inaczej – przyjaźń jest pomimo warunków...Zapewne ta przyjaźń trudna jest w obie strony. Podstawowym jej warunkiem jest zrozumienie, że tak to już jest kiedy jesteśmy, to jesteśmy na 100 % kiedy nas nie ma to nas po prostu nie ma, tu nie chodzi o żadne kontinuum, a o pewność, że jak będziemy to będziemy znów na 100 % tu i teraz razem.

Ten okres butelkowy w malarstwie Elżbiety, chyba mocno zapadł w naszą pamięć, nie przez wzgląd na burzę wystawy, pewnie też nie przez wzgląd na to, że kilka z tych malowanych przez Elę butelek wina opróżniliśmy wspólnie, w ogródku przy ul. Wierzbiczany w Gnieźnie...Butelki, to taki czas kiedy Binkowska przenosiła w świat kolorów, linii i plam „nieznośną lekkość bytu”. Nerw, a może nawet pewna neurotyczność butelek – rozedrganie kolorów, na tych obrazach stawały się dekoracyjny...Butelki Eli to nie malarskie pirdulajdum klajstrum, a jednak chce się je powiesić w salonie czy w kuchni...Taka właśnie jest Ela, daleka od robienia rebelii na obrazach, a jednak nawet jeśli jej malarstwo jest dekoracyjne nie jest malarstwem bez treści. Ela Binkowska w najpełniejszy sposób wpisuje się to co Die Gruppe Edgara Krauze, z którą jesteśmy związani zarówno my jak i Ela określa Nebenrealismus – Elżbieta i jej dzieła tak jak przyjaźń z Nią to najczystszy „Obokrealizm”
Aleksandra Gross – Mikołajczyk i Jarek Mixer Mikołajczyk

Galeria, nie pomieściła prac Eli Binkowskiej, mimo tego widz czuje niedosyt, chciałby więcej i więcej...To zdecydowanie wydarzenie mijającego roku. 

 

zdj. MOK & Jarek Mikołajczyk

Jarek Mixer Mikołajczyk

Tagi: Ela Binkowska Miejski Ośrodek Kultury Wernisaż

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00