• Kamila Kasprzak - Bartkowiak

Geniusze z XXI wieku

Jeśli w latach 90. i późniejszych serca poruszał Kult lub Pidżama Porno, to dziś do najgłębszych zakamarków duszy trafia Lao Che. Tyle, że muzyka dwóch pierwszych kapel nie wykraczała zbytnio poza „monofoniczne” punkowo-rockowe kompozycje, zaś twórczość Lao to „polifonia” poszukiwań czy inspiracji daleka od gitarowych schematów. Brzmienia rodem z XXI wieku.

O tym, że niedzielny koncert w Klubie Muzycznym Młyn był wydarzeniem wyjątkowym już świadczy fakt, że bilety na tę imprezę rozeszły się na dobre parę dni przed występem. Każdy bowiem kto zna bogaty program koncertowy Młyna i fakt, że niektórym inicjatywom trzeba robić dodatkową promocję, ten już w tym miejscu nie powinien się dziwić, że płocka grupa to jednak pewien fenomen. Ale tych zaskoczeń było oczywiście więcej!

Po pierwsze, zero gwiazdorzenia, czyli artyści nie pozwolili na siebie zbyt długo czekać, podobnie jak nie dali się prosić o bisy, bo po prostu uczciwie nie zeszli ze sceny grając już nadprogramowe kawałki. Po drugie, pełna kultura i wyczucie na nie zawsze jednak kulturalne zachowanie odbiorców wśród których byli niestety tacy co błyskali na muzyków fleszem aparatu, komórkową latarką lub rozpraszali ich w jeszcze inny sposób. Co do tego wyczucia to zespół zareagował dopiero po koncercie bardzo zresztą delikatnym, lecz jasnym wpisem w sieci, a w kwestii fleszy to do dwóch pierwszych utworów można by jeszcze dać zgodę, a potem zakaz. I wreszcie muzyka i teksty, bo one przecież tego dnia wraz z wykonawcami były najważniejsze. Tu zatem nie pierwszy raz kapela udowodniła, że o wiele więcej wrażeń i wspaniałego klimatu przekazuje fanom w mniejszych oraz ciaśniejszych lokalach niż w plenerowej czy halowej przestrzeni. Choć profesjonalizmu i starań nie da się odmówić w żadnym przypadku.

Co do playlisty, to królowały przede wszystkim piosenki z trzech ostatnich płyt („Prąd stały/prąd zmienny”, „Soundtrack” i „Dzieciom”), lecz w tak zjawiskowych aranżacjach, że gdyby nie teksty wyśpiewywane przez Huberta „Spiętego” Dobaczewskiego, można by odnieść wrażenie, że Lao prezentuje jakiś nowy materiał. Muzyka grupy bowiem, tak jak wspomniałam na początku, już dawno opuściła przewidywalną gitarową krainę i powędrowała w nieznane, niekiedy egzotyczne rejony. W tych ostatnich więc m.in. arabskie echa zderzały się z wystrzeliwanym niczym z kałasza marszowym rytmem perkusji, organy nabierały „kościelnego pogłosu”, a dźwięki z samplera dyskotekowego animuszu. Wszystko zaś dlatego, że członkowie zespołu to nie tylko wirtuozi swoich instrumentów, ale też wizjonerzy, którzy ciągle się rozwijają i w związku z tym nie boją eksperymentów.

Natomiast teksty „Spiętego” również od lat bronią się jako specyficzna, pełna nieoczekiwanych metafor i przewrotności, lecz na pewno trafiająca do słuchaczy poezja. Wśród zagranych tego wieczoru utworów zatem można było usłyszeć choćby egzystencjalne rozterki w „Magistrze Pigularzu”, wyznanie w hip hopowym stylu pt.„Jestem psem”, opowieść o ludzkich lękach w postaci „Ballady o Misiu (tom I)” czy jedną z piękniejszych pacyfistycznych pieśni ostatnich lat czyli... „Wojenkę”. Niedzielny koncert Lao Che był więc wyjątkowy z wielu powodów. Wygaszony czy raczej pobudzający publikę szalonym, transowym disco, zachęcił ją do tego by następnym razem prosiła o więcej.

 

zdj. 

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak

Tagi: Klub Muzyczny Młyn Lao Che

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Królewicz Olch

Kino Helios
Czwartek 14 grudnia 2017
godz. 18:00

POLANDJA

Kino Helios
Czwartek 21 grudnia 2017
godz. 18:00

Volta

Kino Helios
Czwartek 28 grudnia 2017
godz. 18:00