• Start
  • Relacje
  • O Eli Binkowskiej raz jeszcze: Ella jak Frida
  • Kamila Kasprzak - Bartkowiak

O Eli Binkowskiej raz jeszcze: Ella jak Frida

Gdyby Frida Kahlo urodziła się w drugiej połowie XX w. w Polsce, a dokładniej w Gnieźnie, miała mniej traumatycznych przeżyć i przez to bardziej optymistycznie operowała swoją bogatą paletą barw, to nazywałaby się Elżbieta Binkowska.

Tak, wiem, z takim porównaniem pewnie nie każdy się zgodzi, a bogatszy w doświadczenie oraz wiedzę Naczelny Popcentrali raczej też nie lubi etykiet. Jednak to porównania, poszukiwanie cech wspólnych lub różnic, nie od dziś pozwalają nam opisywać i lepiej rozumieć świat. Sama więc mam taką tendencję, że używam powyższych pojęć także jako krytycznych narzędzi w odbiorze sztuki. Zatem do dzieła!

Ela Binkowska, której malarskie dzieła można oglądać w Dużej Galerii Miejskiego Ośrodka Kultury i która to obchodzi w tym roku 30-lecie swej twórczej pracy, oczywiście drugą Fridą nie jest. Jednak wspomnianych na wstępie cech można się już dopatrzeć. Po pierwsze, osobowość. Zarówno meksykańska artystka jak i gnieźnianka, mają swoją odwagę i charyzmę, które wyrażają się choćby w oryginalnym stroju czy sposobie bycia. Po drugie autotematyka, która też może być wspólna i osobna zarazem, mimo że wykorzystywanie przez twórców swego wizerunku w dziełach, nie jest przecież w kulturze niczym nowym. To zaś co łączy Elę z Fridą, to niepokojące podejście do ciała i afirmacja kobiecości. Ten niepokój więc u obu malarek wyraża się w pewnym lęku przed przemijaniem, zaś afirmacja w czułym i pięknym przedstawieniu swej własnej sylwetki. Tyle, że, i tu rzecz najważniejsza, w twórczości Eli nie ma jednak tego cierpienia i odwołań do ludowości, co u Fridy. W zamian otrzymujemy raczej refleksyjne i tajemnicze postaci zanurzone niekiedy w subtelnych erotycznych pozach. Kolejna rzecz to kolory bez których prace obu bohaterek praktycznie nie mogłyby istnieć, choć one znów używają ich na inny sposób. U Fridy będzie to zatem raczej kulturowa i emancypacyjna intensywność, z kolei u Elżbiety prędzej optymistyczny wyznacznik stylu.

Natomiast zostawiając już niespełna tylko zarysowane porównania z Fridą, warto o dziełach gnieźnianki napisać coś jeszcze. Otóż jej niezaangażowane społecznie malarstwo (choć sama artystka jest oczywiście wyrazistą postacią i jak każdy ma swoje poglądy), zdaje się być cudownym zastrzykiem optymizmu,żywą i soczystą energią wytryskującą wręcz z każdego obrazu. Bo poza zaludnianiem swych prac zjawiskowymi postaciami będącymi często alter ego malarki, znajdziemy na nich właśnie to „la dolce vita” wyrażone w krwistoczerwonym, dojrzałym arbuzie, filiżance czarnej kawy albo ciemnozielonej butelce wina. Przesłanie, by z życia czerpać pełnymi garściami i zawsze zachować pogodę ducha rodem ze słonecznej, śródziemnomorskiej krainy. Tak można by te prace interpretować i inaczej niż prof. Grażyna Gajewska, nie wzbraniałabym się przed odczytaniem ich przez swoje doświadczenie i wrażliwość, wspólność i osobność, filozofię i estetykę. Bo w każdym utworze zawsze jest coś z twórcy, a odbiorcy mają prawo to na wszelkie sposoby analizować. Przez to rodzą się nurty, estetyki i polemiki w sztuce.

Bez wątpienia więc jubileuszowa ekspozycja Elżbiety Binkowskiej pt. „Po owocach ich poznacie” to jedno z wydarzeń roku w Gnieźnie i nie tylko, które trzeba zobaczyć! Także z uwagi na profesjonalną i wyważoną aranżację kurującej wystawę Iwony Wiśniewskiej. Do 29 listopada w MOK-u!

 

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. Archiwum MOK

Tagi: Elżbieta Binkowska Ella Malarstwo Ilustracja

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Królewicz Olch

Kino Helios
Czwartek 14 grudnia 2017
godz. 18:00

POLANDJA

Kino Helios
Czwartek 21 grudnia 2017
godz. 18:00

Volta

Kino Helios
Czwartek 28 grudnia 2017
godz. 18:00