• Start
  • Wywiady
  • Chciałabym poddać Galerię metamorfozie rozmowa z Iwoną Wiśniewską
  • Jarek Mikołajczyk

Chciałabym poddać Galerię metamorfozie rozmowa z Iwoną Wiśniewską

Z Iwoną Wiśniewską, kuratorką Dużej Galerii w Miejskim Ośrodku Kultury o pourlopowych pomysłach, zapraszanych artystach, funkcji galerii i roli sztuki czy artystycznych planach i marzeniach, rozmawia Kamila Kasprzak-Bartkowiak.

- Duża Galeria w MOK działa bez przerwy już ponad 20 lat. Ty z kolei wróciłaś do niej po macierzyńskiej przerwie. Czy taka perspektywa pozwala złapać dystans, ale też zatęsknić i zaowocować nowymi pomysłami?

- Dłuższy urlop to znakomity moment aby nabrać dystansu do tego co robisz. W moim przypadku się sprawdził. Mogę śmiało powiedzieć, że był to dla mnie czas małego katharsis. Zajęłam się czymś zupełnie innym, odpoczęłam i wróciłam z nowymi siłami. Czy tęskniłam? TAK! Bo lubię swoją pracę. Brakowało mi jej. A nowe pomysły pojawiają się na każdym kroku. Staram się być ambitna (śmieje się)

 

- Tymczasem za nami pierwsza wystawa w tym sezonie, której autorami byli studenci Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Czy taka współpraca z artystyczną uczelnią to już tradycja i co ona daje realnie obu stronom?

- Na przestrzeni lat kilkakrotnie udało się zaprosić do Gniezna przedstawicieli UAP. Myślę tu nie tylko o studentach, ale także o wykładowcach i absolwentach tej uczelni. To bardzo dobry kontakt. Są na bieżąco z najnowszymi trendami w sztuce. Wspomnę chociażby ekspozycję z roku 2011 na której zaistniały dzieła obrazujące katastrofę samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, układ krwionośny człowieka, nowoczesne interpretacje znanych dzieł, nietypowe nakrycie głowy emitujące hologramy. Dla odbiorców wystaw w Gnieźnie to nowe doświadczenia. Dla młodego pokolenia przygoda ze sztuką, która może wpłynie na podjęcie decyzji o wyborze studiów, a dla drugiej strony to możliwość skonfrontowania własnej wizji rzeczywistości z widzem i kompletowanie dorobku twórczego.

- Według jakich kryteriów więc dobierani są twórcy, którzy pojawiają się w Dużej Galerii i czy ich praca jest także materialnie doceniana?

- Galeria prezentuje szeroki wachlarz sztuki współczesnej. Eksponujemy dzieła twórców z poważnym dorobkiem ale dajemy szansę prezentacji także utalentowanym młodym artystom. W czerwcu tradycyjnie odbywa się wystawa pracowni artystycznych działających w MOK. To nasz ukłon w stronę uczestników rozwijających swoje pasje pod kierunkiem instruktorów i promocja ich dokonań. Staramy się aby przynajmniej raz w sezonie z wystawą zagościł gnieźnianin/gnieźnianka. Zdarzają się także wystawy okolicznościowe.

Jeśli chodzi o drugą część pytania. Hmmm... Bardzo bym chciała żeby malarze, rzeźbiarze, fotograficy i inni twórcy otrzymywali za prezentację honorarium podobnie jak muzycy za koncert a aktorzy za spektakl. Rzeczywistość jednak nieco odbiega od naszych wyobrażeń. Wystawy mają to do siebie, że generują dodatkowe koszty, jak chociażby różnego rodzaju druki, istotne dla twórcy. Z tego powodu każda ekspozycja jest swoistym porozumieniem między MOK-iem a artystą. Myślę, że artyści nie wychodzą z tego układu skrzywdzeni. Są i wystawy, które wpływają do nas jako oferty płatne. Każdą rozważamy i wybieramy te, które wpisują się w nasz program.


- A jak dziś widzisz rolę Galerii, która jednak nie jest poznańskim Arsenałem, choć np. do sposobu działania zielonogórskiego BWA może już nawiązywać...

- Myślę, że Duża Galeria MOK spełnia swoje zadania. Nie jest przestrzenią martwą po wernisażu. Odbywają się tu zajęcia edukacyjne, odwiedza ją młodzież i indywidualni widzowie. Ale... marzy mi się przestrzeń gdzie można zasiąść przy dobrej literaturze, obejrzeć obrazy i inne dzieła sztuki, wypić kawę czy zjeść croissanta; gdzie odbywają się mini recitale, spotkania autorskie, projekcje multimedialne. Na co dzień punkt na mapie, który stanowi połączenie galerii sztuki, kawiarni artystycznej i miejsca spotkań środowiska kulturalnego naszego miasta. Dodatkowo nowoczesny design z przesuwnymi przeszklonymi modułami, gdzie znalazłaby się mobilna scenka i ekran. Całość dowolnie aranżowana stolikami, krzesłami i pufami oraz regałami wypełnionymi książkami z różnych dziedzin, nadającymi new look galerii. Zaczynamy zastanawiać się z dyrekcją nad takim rozwiązaniem.

- Czy dobra sztuka powinna być zaangażowana i w jakiś sposób odnosić się do otaczającej nas rzeczywistości?

- Z definicji wynika, że sztuka zaangażowana powinna być silnie powiązana z życiem, a działania artystyczne powinny brać się wprost z życia i ze społeczeństwa. Dla mnie osobiście jest to istotna gałąź sztuki i potrzebna – usiłuje poruszać ważne wydarzenia społeczne oraz polityczne i najważniejsze, że powstaje oddolnie i spontanicznie, nie jest częścią systemu jak socrealizm. Może większość ludzi przejdzie obok takiej wystawy obojętnie, tak jak bez uwagi mija inne rzeczy na swej drodze. Ale jeśli znajdą się osoby, które zainteresuje, to znaczy, że cel został osiągnięty.

- A propos dobrej sztuki, widziałaś już „Fridę” w CK Zamku?

- Wspaniały prezent dla fanów sztuki! W dodatku tak blisko Gniezna! Jest jedyną w Polsce ekspozycją na temat twórczości słynnego małżeństwa Fridy Kahlo i Diego Rivera. Obejrzałam w internecie, ale oczywiście wybieramy się całą rodziną. Nie mogę doczekać się aż zobaczę legendarne prace Fridy jak „Autoportret z naszyjnikiem” czy „Autoportret MCMXLI”. Jestem ciekawa także fotografii autorstwa Bernice Kolko, która uwieczniła malarkę w sytuacjach niepozowanych, w ogrodzie, z przyjaciółmi, a nawet chorą w łóżku.

 

- Co w takim razie z obecnych trendów/tematów w sztukach wizualnych interesuje Ciebie najbardziej i jaka ekspozycja byłaby marzeniem?

- Brak mi sztuki performance, choć to nie nowość. Podejrzewam, że dla wielu osób byłaby nie do zaakceptowania. A w przyszłości pragnęłabym poddać galerię wielkiej metamorfozie. Ściany, sufity dosłownie wszystko potraktować jak czyste płótno, które zmieni się w obraz. Pustkę sal mogą zapełnić obiekty rozstawione w przestrzeni. Ideałem byłaby tu twórczość Yayoi Kusama, kultowej japońskiej artystki i performerki znanej z wykorzystania w swoich pracach wszechobecnych kropek. W polskim wydaniu widzę twórczość Leona Tarsewicza rejestrującego w swym malarstwie rytmy i zestawienia barw. Od czasu do czasu chciałabym też sprowokować widza, może zaszokować prezentując w przestrzeni MOKu jeden element, np. owłosione szpilki. Czyż to nie dobry temat do gorącej dyskusji?

 

zdj. Iwony wiśniewskiej - archiwum MOK

rozmawiała

Kamila Kasprzak - Bartkowiak

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00