• Start
  • Wywiady
  • Wspominać to jakby umierać. Grzegorz Kaźmierczak poeta i lider Variete w kontrwywiadzie Popcentrali
  • Jarek Mikołajczyk

Wspominać to jakby umierać. Grzegorz Kaźmierczak poeta i lider Variete w kontrwywiadzie Popcentrali

Koncert zespołu Variete w dniu premiery płyty Nie wiem, był piękną klamrą pierwszego dnia Pretekstów 2017. O samym VII Festiwalu Literackim PRETEKSTY napiszemy w odrębnym artykule. Dziś, nazajutrz po premierze płyty - rozmowa Jarka Mixera Mikołajczyka z Grzegorzem Kaźmierczakiem.

"Wspominać to tak jak umierać"? Tak myślisz, czy to też pewna deklaracja mówiąca o tym, że Variete jest tu i teraz, dystans do etykietki legenda Jarocina...

 

Gdybym tak nie sądził, to bym tak nie napisał. Wydaje mi się, że jedną z podstawowych ról i jednym z zadań artysty jest przede wszystkim...może raczej nawet jednym z wyróżników jest po prostu to żeby artysta się nie powtarzał. Odwoływanie się do tego co działo się 30. lat temu nie jest chyba w tym przypadku najlepszym pomysłem. Dochodzi też taki drugi i trzeci aspekt związany z tym, że my jakby zmagamy się z tym, z taką historią, która jest związana właśnie z tym, że w 80. latach wygrywaliśmy te Jarociny i zdobyliśmy, że tak powiem, sławę - w cudzysłowie. To jest w sumie generalnie fajne i w jakiś sposób dodaje temu całemu przedsięwzięciu jakim jest Variete element zmagania. Zawsze trzeba z czymś zmagać się na scenie, a my musimy dodatkowo zmagać się z jakąś łatką, która została nam przyczepiona. Myślę, że to taki element, który na pewno nie wpływa źle na twórczość.

 

Wczoraj premiera płyty. Tytuł "Nie wiem", to jakaś deklaracja?

 

Na pewno jest to jakiś rodzaj gry ze słuchaczem. Może dlatego, że tak jest niech więc ta gra się toczy, nie chcę tłumaczyć na czym ona polega.

 

Zostawmy przyjemność rozwikłań odbiorcom. Padają jednak słowa: "kiedy pytają mnie gdzie najlepiej było mi o najpiękniejsze miejsca odpowiadam nie wiem"...Każde miejsce chciałeś zamienić na inne? A może nadal chcesz nowych miejsc...

 

Wydaje się, że poruszanie jest funkcją rozwoju. Filtrowanie swojej osobowości, przez różnych ludzi, których się poznaje, przez różne miejsca, różne kraje...Ostatnio zrobiłem takie podsumowanie i okazało się, że od momentu kiedy wyprowadziłem się od rodziców jako 17. latek to już ponad 30. mieszkanie, w którym mieszkam. Po prostu jestem takim gościem, który się ciągle porusza.

Nad płytą pracowaliście długo...

 

Jak zwykle w naszym przypadku. Przynajmniej jeśli mowa o ostatnich płytach - około półtora roku.

 

Dzisiaj, po pierwszych koncertach, po premierze "Nie wiem" jesteś zadowolony?

 

Wydaje mi się, że odbiór jakby potwierdza nasze przeczucia, że to jest dobra płyta. Na razie jeszcze mi się ta płyta nie znudziła i na razie ją lubię. Prawdopodobnie za jakiś czas odezwie się potrzeba robienia czegoś nowego - do tego czasu powiedzmy, że ją lubię.

Czy można oddzielić, i czy to w ogóle jest potrzebne, Grzegorza Kaźmierczaka poetę i Grzegorza Kaźmierczaka lidera Variete?

To siłą rzeczy się jakoś zazębia ze sobą. To, że wydaje niezależne od Variete książki poetyckie, to jednak Variete jest takim miejscem, w którym robię to co zawsze chciałem robić, czyli po prostu śpiewam swoje teksty. Parę razy już to mówiłem, że ta moja przygoda z poezją zaczęła się od tego, że jako młody, wrażliwy człowiek, chodziłem na jakieś wieczory poetyckie, na spotkania autorskie, no i widziałem w jaki sposób jest mordowana ta poezja, poprzez czytanie jej przez aktorów, przez przerywnik muzyczny, fortepian, świece i te wszystkie atrybuty związane z takim banalnym pojmowaniem poezji. Zobaczyłem, że to po prostu martwa forma jest, takie obcowanie z poezją. To wiedziałem, już kiedy miałem 16 – 17. lat. Ponieważ muzyka była równolegle drugą miłością postanowiłem to śpiewać, myślę, że ten wybór cały czas sprawdza się.

 

Jeśli jesteśmy przy poezji. Zawsze jest w Tobie taka oszczędność słowa?

 

Ja lubię dobrze odmierzone teksty. Ten proces, który polega na tym, żeby pisać jak najwięcej, a potem jak najwięcej kreślić i zostawiać tylko to co naprawdę jest istotne, esencjonalne i to co powoduje, że tekst nie jest przegadany i trafia, a przynajmniej chciałoby się, żeby ten tekst trafiał w sedno, trafiał w punkt, to jest taki mój rodzaj pracy. W ten sposób właśnie wyobrażam sobie dobre pisanie.

 

Muzyka Variete, też jakoś wypada ascetycznie, choć w ostatnich płytach dzieje się więcej już nie tylko podskórnie...

 

O to właśnie chodzi, przynajmniej ja to tak widzę, żeby przy użyciu minimum środków uzyskać maksymalny efekt.

 

Wczoraj graliście sporo starych utworów...

 

Równo było - dziewięć na dziewięć

 

Klaszcze w dłonie, to taki zabieg na koniec, by zamknąć koncert, gdy już wszystko powiedziane, utwór, po którym już nic się dada...Czy jest to ten ważny utwór?

 

Nie, no jeszcze mamy parę, asów w rękawie, w razie kiedy publiczność nie chce nas puścić. Wczoraj faktycznie bis Klaszcze w dłonie był takim zamknięciem.

 

Kamienie?

 

Grywamy...Chociaż ten numer bardzo nam przypomina przez atmosferę, tamte lata, więc jeśli go gramy to tylko i wyłącznie dla publiczności, a nie dla siebie.

 

Variete jest inne, czasem fani weterani mają o to pretensje, ale to też chyba tak, że Grzegorz Kaźmierczak jest inny...

 

Oczywiście, że tak. Każdy z nas jest inny po 30. latach. Rozwój samoświadomości, cały proces dorastania, dojrzewania przebiega u każdego. Wyraz temu daje to co się robi.

 

Jak to jest z "Balem"? Gdzieś powiedziałeś, że ten spektakl otworzył Wam sale, na których jako zespół alternatywny byście nie zagrali...

 

Dokładnie tak jest, przychodzą na te spektakle ludzie, którzy nigdy nie słyszeli o Variete albo słyszeli tylko, że jest to zespół muzyki alternatywnej, i dla nich ta etykieta powoduje, że nigdy by na taki koncert nie przyszli. Czasem po prostu nie znają tego zespołu. Natomiast interesują się sferą połączenia muzyki z tańcem, ruchem, co ciekawe często jest tak, że po spektaklu, ludzie, którzy nigdy by nie przyszli na samo Variete, przychodzą do nas do garderoby i mówią – "a ten spektakl to bardzo fajny ale muzyka to naprawdę wspaniała" (śmiech).

  • Praca z tancerzami...zupełnie inny świat?

  • Zupełnie inny świat. Dzięki temu spektaklowi mieliśmy możliwość bliższego poznania się, bo jeśli pracuje się przez np. tydzień nad spektaklem, a tak było kiedy przygotowywaliśmy we Wrocławiu to wydarzenie, i to w takim rygorze teatralnym czyli dwie próby dziennie, od 10.00 do 14.00 i od 18.00 do 22.00 siłą rzeczy zdążyliśmy się poznać i polubić. Bez tego spektaklu nie mielibyśmy możliwości takiego poznania się. Tutaj widzieliśmy te przygotowywania się, rozgrzewki... Zupełnie inny świat, ale też cudowni, fajni ludzie. Wrażliwi artyści po prostu.

Bywa, że w mediach społecznościowych zdarza Ci się komentować, to co dzieje się w kraju. Unikasz tego jednak w tekstach...

 

Jest takie przeświadczenie, że sztuka, która odnosi się do jakiegoś problemu, kiedy ten problem przestanie funkcjonować, też przestaje mieć rację bytu. To jest jedna rzecz, a druga; wiesz ja nie jestem zbyt dobry w tekstach publicystycznych. Taką osobą jest Kazik, czy jeszcze paru ludzi, którzy doskonale sobie z tym radzą. Ja nawet jeśli próbuje zrobić takie rzeczy, nie jestem przekonany co do ich jakości więc zostawiam to. Rzecz jasna interesuje się tym co dzieje się w Polsce, i mam na to wyrobione zdanie i tak to wygląda.

 

Na koniec, takie banalne pytanie. Czy jako poeta miałeś swoich mentorów, mistrzów?

 

To pytanie zadawano mi na tyle często, że ja już przemyślałem sobie odpowiedź. Wiesz co? Nie mogę tego powiedzieć, że byli jacyś poeci, którzy wpłynęli na mnie jakoś 1 do 1, że czytałem ich poezję i myślałem – o jak on fajnie pisze chciałbym pisać tak samo. Wiem doskonale, że skoro raz już coś zostało napisane to nie ma sensu tego powielać. Trzeba czerpać z jedynego prawdziwego źródła, którym jesteśmy sami dla siebie. Natomiast, jeżeli mnie pytasz o tego rodzaju twórczość czy postawę twórców, która mi odpowiada...To zawsze odpowiadali mi Ci artyści, którzy żyli spójnie z tym co pisali. Mówi się czasem o życiopisaniu rozumiem to właśnie jako maksymalną spójność tego co się pisze i tego jak się żyje. Czyli: London, Kerouac, Bukowski, Stachura, osoby, których w nierozerwalną całość łączyła się ich twórczość z ich życiem.

  • Jakaś prawda?

  • Zdecydowanie o to właśnie chodzi.   

 

Dziękuje za rozmowę.

Dziękuję. 

 

rozmawiał Jarek Mixer Mikołajczyk

 

zdj. 2 x Noemi Gadzińska, 2 x Robert Kiełbowicz 

 

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00