• Start
  • Wywiady
  • Z Karolem Soberskim o książce Zapomniana zbrodnia/ Rozmowa część II/ Kontrwywiad popcentrali
  • Jarek Mikołajczyk

Z Karolem Soberskim o książce Zapomniana zbrodnia/ Rozmowa część II/ Kontrwywiad popcentrali

Wracamy do rozmowy Jarka Mixera Mikołajczyka z Karolem Soberskim o jego nowej książce Zapomniana zbrodnia

- „Doły” o których mówisz, jako miejsca zbrodni nie kryją szczątków?

- Nie. Nie ma szczątków ludzkich, ponieważ Niemcy obawiając się przegranej wojny już w 1942 roku, zdecydowali, by „czyścić” miejsca, gdzie grzebali pacjentów szpitali psychiatrycznych. I tak też było w przypadku „dołów śmierci” w lasach nowaszyckich, które odkryłem w 2004 roku.
W dane miejsce, gdzie były doły, przywożono specjalne żydowskie komanda, które zajmowały się wykopaniem szczątków i spaleniem ich na miejscu. Na koniec prochy były rozrzucana po lasach, na polach czy wrzucane do jezior. Nie ma więc wielu śladów tej zbrodni a mówi się około 100 tys. wymordowanych pacjentów szpitali psychiatrycznych w Niemczech i na ziemiach okupowanych. U nas w „Dziekance” według książki, którą pisał dyrektor Marian Jaske, wymordowano ponad 3 tysiące osób.

 

- Kiedy pracowałeś nad książką udało się ustalić jakiej narodowości byli mordowani pacjenci?

- W przypadku „Dziekanki” w głównej mierze byli to Polacy i Żydzi. Ale ze wspomnień pielęgniarki, która pracowała do 1940 roku w „Dziekance” wynika, że było też kilkunastu Ukraińców przewiezionych z zakładu psychiatrycznego pod Lwowem. Z kolei po 1940 roku do gnieźnieńskiego szpitala psychiatrycznego trafiali też Litwini, Łotysze, był Francuz i Anglik ale też oprócz Polaków trafiali tu wówczas Niemcy. Najczęściej byli to żołnierze, którzy faktycznie zachorowali psychicznie po przejściach na froncie wschodnim, albo dezerterzy, którzy uciekali w ten sposób przed frontem. Wszyscy oni też kończyli na ciężarówkach wywiezieni i pomordowani w lasach. Niestety niewiele jest na ten dokumentów, większość materiałów to wspomnienia.

 

- Jeśli wspomnienia, to chyba już ostatni dzwonek...

- Tak, ostatni świadkowie odchodzą. Pani Zofia pielęgniarka, o której mówiłem, a dotarłem do niej dzięki informacji pana Jana Dębca, już też nie żyje. Rozmawiałem z nią pierwszy raz w 2010 roku miała wtedy 95 lat. Dotarłem też do świadków z Mielna, jeden z nich już też nie żyje. Tak naprawdę ze świadków, na których opieram się w książce został tylko pan Henryk Pujanek. Pani Zofia wspominała, że gdybym dotarł do niej 5 lat wcześniej to jeszcze żyły dwie inne pielęgniarki... Trudno teraz to tak rozpatrywać, do pisania o pewnych tematach trzeba dojrzeć. Faktycznie jednak to ostatni czas, kiedy można było jeszcze znaleźć świadków.

 

- Mówisz, że zacząłeś interesować się tematem w 2004 roku, mamy już 2017 i wydaje się, że temat z którym przepracowałeś sporo...

- Niewątpliwie, to trudny i ciężki temat. Wcześniej raczej mało kto o nim mówił. Była wprawdzie była jedna osoba, która w latach 90-tych poważnie traktowała temat, był to ks. Władysław Kustra, proboszcz z Modliszewka. Kiedy ruszyłem temat Mielna, ówczesny nadleśniczy, nieżyjący już Kazimierz Pieniowski, przekazał mi dokumenty zgromadzone przez księdza Kustrę. Ksiądz Kustra nie dokończył sprawy bo zmarł. W tych przekazanych dokumentach jest jedna niezwykła rzecz. List, który w 1995 roku napisał do ks. Kustry, Eckhard von Wendorff, brat Jurgena von Wendorffa, dziedzica Mielna. Z listu wynika, że SS zażądało wyłączenia na pewien czas z użytkowania prywatnego lasu Wendorffów... Eckhard von Wendorff sugeruje, że jeśli mowa o miejscu pogrzebania pacjentów, to należy brać pod uwagę blisko 500 osób. W książce publikuję treść tego listu oraz wiele innych niezwykłych historii.

 

- Aby nie zdradzać treści książki dziękuję za rozmowę

- Również dziękuję.

 

pierwsza część rozmowy 

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00