• Start
  • Wywiady
  • Z Pawłem Łozińskim rozmawia Ewa Jenek /Kontrwywiad Popcentrali/
  • Ewa Jenek

Z Pawłem Łozińskim rozmawia Ewa Jenek /Kontrwywiad Popcentrali/

Właśnie zaczyna się na Offeliadzie projekcja Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham i spotkanie z twórcą tego filmu, oraz szefem jury głównego Offeliady 2017. Przypominamy rozmowę, którą z Pawłeń Łozińskim przeprowadziła Ewa Jenek. 

W czwartek 8 czerwca w ramach działań Fundacji Młodzi w Uzależnieniu i Teatru Fredry w Gnieźnie odbyła się projekcja filmu Pawła Łozińskiego "Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham". Projekcja była inauguracją działań Teatru w ramach programu Młodzi w kulturze, adresowanego do młodzieży gimnazjalnej i ponadgimnazjalnej.

Spotkanie ze zgromadzoną młodzieżą, po projekcji filmu prowadziła Justyna Olejniczak

Nadarzyła się więc okazja, by przytoczyć rozmowę przeprowadzoną w lutym podczas XXIV Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Filmowej Prowincjonalia, po spotkaniu: Ekspert w kinie dokumentalnym - Masterclass z Pawłem Łozińskim. (02.02.2017)

 

Rozmowa z Pawłem Łozińskim.

- Mieliśmy okazję, obejrzeć projekcję Pana najnowszego filmu, powiem szczerze że bardzo mnie ten film poruszył, w sensie technicznym i emocjonalnym. Zastanawiam się dlaczego profesor Bogdan de Barbaro jest bohaterem tego filmu i dlaczego jest para matka i córka?

- No właśnie, stało się to na drodze pewnego sterowanego przypadku. Ja chciałem robić film o różnych sprawach, z różnymi bohaterami w głównych rolach, o trudnych sprawach, z którymi oni mogą przejść do gabinetu psychoterapeuty. Znalazłem ludzi z prawdziwymi problemami, potem wyszukałem terapeutów, którzy się zgodzili wziąć udział w takim eksperymencie filmowo – terapeutycznym. Ustawiliśmy kamerę, a terapeuci w obecności kamery odbywali prawdziwe sesje z prawdziwymi ludźmi, którzy mieli prawdzie problemy. Po nakręceniu wielu, wielu godzin różnych takich terapeutycznych spotkań wreszcie trafiliśmy na taką parę, „matkę” i „córkę”, które tak jakoś bardzo prawdziwie i szczerze dały terapeucie i za jego pomocą naszej kamerze, dostęp do swoich emocji. Wtedy z montażystką Dorotą Wardęszkiewicz, z którą współpracuję od dawna postanowiliśmy, że to jest materiał na nasz film. Z bólem odrzuciliśmy wszystko, co do tej pory nakręciłem i zostawiliśmy tylko pięć spotkań tej Hani z tą że Ewą „matką” i „córką” i z profesorem de Barbaro . Miałem trzech terapeutów w tym projekcie i to właściwie przypadek, że akurat ta para usiadła naprzeciwko tego terapeuty. Film jest absolutnie dokumenty, bo dużo przypadku sterowanego, ale jednak na końcu był przypadek.

 

- Czy Wiedział Pan już, że to ma być terapeuta profesor De Barbaro, gdy Pan rozpoczynał pracę z Hanią i Ewą przed kamerą?

- To zależało, który terapeuta był pod ręką, to są bardzo zajęci ludzie, trzeba było zgrać możliwości naszej ekipy filmowej, dostępność bohaterów, i dostępność terapeutów. Ten, który mógł, to przychodził, a jak przyjeżdżał z Kopenhagi, jak pani Ala Czerska – jedna z pomysłodawców tego filmu – albo z Krakowa jak Pan profesor Bogdan de Barbaro, to mieli dalej.

 

 

- Skąd pomysł na taki pomysł kręcenia filmu, na ujęciach widać dosłownie każdą emocję, każde drgnienie twarzy. Skąd to się wzięło?

- Z chęci przypatrzenia się, z mojej chęci, żeby się przypatrzeć bardzo intensywnie ludzkiej twarzy, żeby żadnej z tych emocji nie uronić, żeby żadnej nie przegapić. Stąd też stawialiśmy kamerę en face, na wprost twarzy, żeby to była taka twarz, która nie może nic ukryć. Nie profilem, bo profil może coś zakłamać, jak człowiek siedzi profilem, to może się odwrócić od kamery, coś ukryć, a en face nie.

 

- To było bardzo uderzające w tym filmie, bo w ten sposób się raczej nie kręci

- A ja tak bardzo lubię, tak właśnie zrobiłem film „Chemia”, który też był cały czas kręcony na bardzo bliskich planach bohaterów. Tam były akurat profile, były to rozmowy ludzi, którzy leżeli na łózkach lecząc się z nowotworów, mieli podawaną chemię, i leżeli obok siebie i tak profilami rozmawiając. Kamera w związku z tym filmowała, ich profilami.

 

- Mnie się wydaje, że po to są te bliskie plany, żeby ludziom spojrzeć w oczy, żeby się przyzwyczaić do bezpośredniego kontaktu.

- I to jest odwzorowanie terapeutycznej sytuacji, gdzie taka para w gabinecie siedzi dokładnie naprzeciwko terapeuty, twarzą w twarz, by móc sobie głęboko spojrzeć w oczy, tak jak my sobie teraz siedzimy i patrzymy w oczy.

 

- Przez cała projekcję filmu miałam wrażenie, że jest to nawiązanie do Pana poprzedniego filmu „Ojciec i syn”.

- To jest na pewno tak, że odbyliśmy z ojcem taką prywatną podróż, ale taką, że wzięliśmy ze sobą kamerę po to, żeby sobie zrobić, to co nazwaliśmy terapią, było to trochę naiwne, a tak naprawdę chcieliśmy wyczyścić relację między nami. Nie wiem, czy to wyczyszczenie się udało, terapia się raczej nie udała, na pewno udało się to, że ja ojcu a ojciec mnie, powiedzieliśmy sobie co myślimy o wspólnych latach, które przeżyliśmy. To było bardzo cenne doświadczenie, tylko nie udał się jeden z punktów naszego założenia, że może to być film terapeutyczny. W tym sensie była to porażka, więc tak sobie pomyślałem, w jaki sposób pokazać rodzaj takiej dobrej rozmowy, która może być terapeutyczna, może pomóc ludziom, którzy są w jakimś konflikcie, z jakimiś zaszłościami, zadrami, bólem wobec siebie. Pomyślałem sobie, że terapia jest takim sposobem na to, żeby znaleźć nowy wspólny język, oczyścić się z trudnych przeżyć, które są nieprzeżyte, żeby je wypowiedzieć.

 

- Jeździł Pan z ”Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham” po różnych pokazach i festiwalach, jaki był odbiór tego filmu, jak ludzie na niego reagowali?

- W moim odczuciu niezwykle szczerze i osobiście, stawali się odważni, po filmie byli gotowi o sobie i o swoich uczuciach rozmawiać, to nie jest łatwy film, bo jest w nim dużo trudnych emocji i nie wszyscy chcą mieć z nimi kontakt. Dla niektórych ten film może być zbyt bolesny, niektórych otwiera i staje się być może filmem terapeutycznym, takim rodzajem zachęty, żeby się nie bać psychoterapii. To nie jest nic strasznego, może być coś fajnego, otwierającego.

 

- Wiem, że materiałów było o wiele więcej, nawet tych z tymi bohaterkami, które widzieliśmy ba filmie, to było ponad pięć godzin. Jak przebiegał proces obcinania, jak Pan to złączył w jedną całość?

- To właśnie robiliśmy z montażystką Dorotą Wardęszkiewicz, nadaliśmy filmowi takiej dodatkowej dramaturgii, Sesje które prowadził profesor de Barbaro były bardzo precyzyjnie robione, on tak żelazną ręką trzymał tę rozmowę, że nie pozwolił żadnej z pań uciec w jakąś dygresję czy gdzieś na bok. Bardzo precyzyjnie prowadził je, jak mi się wydaje, nie dając uciec przez każde kolejne pięć sesji, trwających każda 50 minut. Nie mogliśmy widzom pokazać tak długiego filmu, bo nikt by tego nie wytrzymał. To było trudne, chodziło żeby nie uronić nic z tej jego wspaniałej metody, jaką się posługiwał. Metody, która polegała na jakichś słowach, które starał się z bohaterki wyciągnąć i badać czy druga strona reaguje na to słowo, czy nie jest za bolesne. Jeśli jest, to można dać szansę, żeby się cofnąć – Jak on to nazywa – słowo zastąpić innym. Takie cuda są możliwe tylko w terapii, w życiu nie. Nie ma żadnych możliwości czegoś powiedzieć, a po chwili wycofać to słowo, ktoś uzna, że jesteśmy zwariowani. Tutaj bez przepraszania można akcję wycofać – chcę wycofać, bo to może być dla ciebie raniące. My nie chcieliśmy niczego z tej metody uronić, stracić, ale musieliśmy ciąć, to był bardzo trudny, żmudny proces. Wszystkie teksty filmu mieliśmy spisane i na tych tekstach precyzyjnie pracowaliśmy, żeby film był dla widza ciekawy, wciągający, nie za długi, dramatyczny, ale zarazem, nie stracić nic ze sposobu w jaki profesor de Barbaro pracuje.

- Czy ta treść, która wypłynęła podczas sesji jest autentyczna w tym sensie, że wypłynęła od samych bohaterek?

- Tak, tak nie były to żadne słowa scenariusza, nic nie było wcześniej napisane, żaden dialog podyktowany. Zależało mi na tym żeby one w sposób naturalny, prawdziwy na tych sesjach dały z siebie swoje życie.

- Powiedział Pan w rozmowie z uczestnikami Masterclass w jaki sposób dobiera Pan bohaterów. Co jest dla Pana najważniejsze? Czy ma Pan już pomysł na następny film? Czy jest coś o czym chciałby Pan opowiedzieć?

- Tak mi się składa w życiu, że tematy do mnie same przychodzą częściej, niż ja je wyszukuję. To znaczy, muszę coś w życiu przeżyć, kogoś spotkać, coś zobaczyć, albo muszę gdzieś pojechać, czegoś doznać, żeby znaleźć temat na następny film. Teraz mam taki moment, że jeszcze ten film pokazuję, że jeszcze widzowie chcą go oglądać, mam dużo spotkań, ale już się rozglądam po świecie, jaki kawałek tego świata pokazać, co by mnie tutaj zainteresowało.

 

- Bohater musi Pana fascynować.

- Tak, tak, musi przyciągać, musi mieć w sobie coś takiego, co mnie zauroczy, jakąś niepowtarzalność, poczucie, że jest to jeden, jedyny człowiek na świecie, o którym teraz, w tym momencie chciałbym zrobić film. Zdecydowanie tak jest. Musi charakteryzować się inteligencją, dowcipem, odwagą, brawurą, historią życia, autentycznością przed kamerą – to jest dla mnie bardzo istotne. Tym mnie do siebie ludzie przyciągają i stają się czasem bohaterami filmu.

 

- Jak Pan się czuje tutaj na festiwalu Prowincjonalia? Jak Pan się odnajduje w tej atmosferze?

- Ja tu przyjeżdżam już wiele lat i za każdym razem z przyjemnością odnajduję to samo miejsce, tych samych ludzi. W dzisiejszym zwariowanym świecie gdzie wszystko pędzi, gna nie wiadomo dokąd jest miło wiedzieć, że jest taki punkt na mapie, gdzie jak się raz do roku tutaj przyjedzie, to jest się jak w domu. Wśród bliskich ludzi, inteligentnych wrażliwych, dla których kino jest ważne, którzy chcą o tym kinie rozmawiać i dzielić się przeżyciami. Dla autora jest to bardzo ważne. Ja pokazuję film, ale nie wiem o czym on naprawdę jest, dopóki mi widzowie nie powiedzą. Dopiero gdy powiedzą, co przeżyli w trakcie, dopiero wiem o czym zrobiłem.

 

- W rozmowie przed wywiadem doszliśmy do porozumienia, że wszystkie wczorajsze filmy dokumentalne mają jeden temat przewodni, chociaż historie są zupełnie różne, są różni bohaterowie, ale w istocie rzeczy chodzi o to samo. Tak mi się wydaje.

- Widzę, że mówisz tutaj o dwóch filmach młodych reżyserek: Ani Zameckiej i Zosi Kowalewskiej, to są filmy „Komunia” i „Więzi”, które traktują o relacjach rodzinnych. „Komunia” o relacji w takiej skłóconej rodzinie, gdzie córka przejmuje dowodzenie, opiekuje się chorym bratem i chorym ojcem, a matki nie ma. Drugi opowiada o dziadkach reżyserki Zosi Kowalewskiej, którzy przeszli jakieś trudne momenty w życiu i teraz próbują posklejać swój związek, a są już bardzo niemłodymi ludźmi. Ona pokazuje, że nawet w tym wieku jest to możliwe, ja myślę, że jakąś siłą rzeczy młodzi reżyserzy zaczynają czerpać tematy ze swoich rodzin. To jest ten temat, który ich jakoś dotyka, interesuje i to się bierze z stąd że… A właściwie nie wiem skąd się bierze. Ale ja musiałem zrobić przez wiele, wiele lat mnóstwo filmów o różnych ludziach, sytuacjach, miejscach, zanim doszedłem do momentu, w którym tę kamerę odwróciłem na siebie, żeby objąć swojego ojca i nasz konflikt. Dzisiaj, bardzo często, młodzi reżyserzy od tego zaczynają, kiedy kierują kamerę bezpośrednio na siebie, swoich rodziców, czy dziadków, jak Zosia Kowalewska. To jest dzisiaj na początku. Na tym też polega zmiana w naszym dzisiejszym świecie, że kiedyś najpierw szeroko oglądaliśmy ten świat, wybieraliśmy z niego rzeczy, które nas interesują, a potem na końcu może ktoś….

 

- Odważył się.

- Odważył się, może to jest to słowo, nie mieliśmy tej odwagi, żeby się zmierzyć. Dzisiaj świat się zmienia, jakieś kolejne tabu zostało naruszone, a może zanika, można nagrywać relacje rodzinne. Pierwszy chyba był Marcin Koszałka „Takiego pięknego syna urodziłam”.

 

- Widziałam…

- Widziałaś, właśnie, i potem już poszło, jeśli tak wolno powiedzieć. Widać również, że dla młodych ludzi rodzina jest tematem niezwykle ważnym, często bolesnym.

 

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

- Dziękuję.

Rozmawiała Ewa Jenek.

 

Ps. Dla zainteresowanych filmem dokumentalnym informacja, że filmy Pawła Łozińskiego , o których mowa można obejrzeć za darmo w serwisie Ninateka.pl jak również film, Marcela Łozińskiego „Ojciec i syn w podróży”. Film „Więzi” za dramo w vod.pl. „Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham” do obejrzenia vod.pl za opłatą.    

 

zdj. PISF

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00