• Start
  • Wywiady
  • Emocje są rdzeniem sztuki/Kotrwywiad Popcentrali/Małgola Gulczyńska
  • Jarek Mikołajczyk

Emocje są rdzeniem sztuki/Kotrwywiad Popcentrali/Małgola Gulczyńska

Z Małgolą Gulczyńską, pochodzącą z Gniezna wokalistką, autorką tekstów i muzyki oraz członkinią duetu 100% Rabbit, o „Trójkowym sukcesie”, solowych zmaganiach czy tekstowo-muzycznych pomysłach, rozmawia Kamila Kasprzak-Bartkowiak.

- Emisja Twojej piosenki „Heavens Above” w radiowej „Trójce” (po raz pierwszy pod koniec kwietnia tego roku) to wyróżnienie czy efekt ciężkiej pracy?

- Oczywiście jest to wyróżnienie, ale zdaję sobie sprawę, że gdybym nie pracowała na to tak ciężko (tak naprawdę od 2009 roku), to by się też nie stało. Więc powiem tak: jest to ogromne wyróżnienie, na które ciężko zapracowaliśmy.

 

- Czy Twoim zdaniem w dobie internetu taka radiowa promocja jeszcze pomaga muzyce czy jest może sympatycznym dodatkiem?

- Prawdę mówiąc nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że jest w Polsce bardzo dużo słuchaczy radia, więc jest to duża promocja. Sam fakt, że np. na YouTube’ie przybyło mi kilkaset wyświetleń w ciągu jednej doby – gdyby nie radio, to to by się nie stało. Jest to ogólnopolskie medium, więc chyba dociera do o wiele szerszego grona, niż moi lokalni znajomi.

 

- A jak w ogóle pracuje się Tobie na własne konto? W końcu wcześniej byłaś kojarzona głównie jako znacząca, ale jednak część zespołu 100% Rabbit.

- Dla mnie nie ma szczególnej różnicy, bo ja i tak od samego początku mojego grania, gdy jeszcze nie miałam w planach solowej płyty, współpracuję z Adamem Sowińskim, drugą połową 100% Rabbit, który bardzo pomagał mi w nagraniu „A/B”. W obu projektach muzycznych jestem zarówno kompozytorką jak i wykonawczynią, więc tu również nie ma dużej zmiany. Jedyna znacząca różnica była taka, że sama zdecydowałam, że „tu i teraz” chcę zacząć nagrywać tę „pianistyczną” płytę i nawet, gdy zaproszeni wykonawcy dogrywali jakieś partie, były to motywy wymyślone przeze mnie. W przeciwieństwie do ogrywania utworów w zespole – wtedy daję każdemu pełną swobodę w wymyślaniu swoich ścieżek. Trochę żałuję, że nie dałam Adamowi tej swobody na „A/B”, bo partie, które gra podczas naszych występów na żywo wydają mi się o wiele ciekawsze niż te z płyty (uśmiecha się). Generalnie jednak czuję, że gdyby nie ci wszyscy ludzie, którzy byli przy mnie nawet przez samo duchowe wsparcie, to tego, co się dzieje, by nie było. Jak mi się pracuje na własne konto? Jako songwriterka wiadomo, że tworzę sama, ale generalnie czuję się częścią zespołu. Nigdy nie pracowałam inaczej, więc nie wiem, jak można pracować inaczej.

- Efektem Twojej pracy jest zaś płyta „Małgola No A/B”. Gdybyś była recenzentką to jakbyś ją w kilku zdaniach opisała?

- O niee… (śmiech). Na pierwszy rzut oka jest taka kolorowa… to pewno będzie wesoła! A potem włączasz… i tak sobie słuchasz… i myślisz sobie „dobra, może to nie jest wesołe”, ale jest na pewno śmieszne, takie pocieszne w tej swojej nieudolności. Bogu dzięki, że nie jestem recenzentką!

 

- Mnie jednak Twój krążek skojarzył się głównie z melodyjnymi, może z nutką rock’n’rolla piosenkami z lat 60. i 70. Skąd czerpiesz inspiracje i kogo cenisz wśród wykonawców?

- Jestem wychowana na starej muzyce, także klimat lat 60. i 70. jest mi bardzo bliski. Na pewno bardzo mnie inspirował od początków mojego życia, nawet kiedy nie byłam tego świadoma. Oczywiście jako ulubionych wykonawców nie sposób mi nie wymienić Beatlesów i Beach Boysów, którzy są u mnie w czołówce ex aequo. Mam trochę problem z muzyką współczesną, bo trzeba się nieźle naszukać, żeby znaleźć coś dobrego. Jeśli jeszcze miałabym wymienić muzyków, którzy byli dla mnie ważni w kontekście produkcji tej płyty, to na pewno zespół Super Furry Animals i solowe poczynania jego członków, szczególnie płyta „American Interior” Gruffa Rhysa i „Omni” Ciana Ciarana jako Acid Casuals. Także Elliott Smith na pewno gdzieś tam pobrzmiewa. The Zombies. I Burt Bacharach, już sama „pianistyczność” tych kawałków na to wskazuje. Ciężko mi się od tego odlepić. Jak siadam przy pianinie, zabieram się za pisanie piosenki, to zawsze sobie myślę „Ooo, chciałabym być jak on”.

 

- A jak rodzą się teksty? Spontanicznie czy raczej wymagają dłuższych przemyśleń i na ile są osobiste i może zaangażowane?

- Nie, teksty nie są wynikiem przemyśleń, raczej stanowią ujście skumulowanych wcześniej emocji. Jeśli chodzi o powstawanie, nigdy ich nie traktuję osobno od piosenki. Na ogół, gdy piszę piosenkę, teksty idą razem z melodią. Muszą mi rytmicznie pasować i czasem bywa odwrotnie, że to melodia jest zdefiniowana przez słowa. Zazwyczaj komponowanie zaczyna się od tego, że mam w głowie kawałek tekstu razem z melodią, ale nie ukrywam, że często jest też tak, że siadam i wiem, że chcę o czymś napisać i staram się to dopasować do piosenki, jaką mam w głowie, tak, żeby to brzmiało znośnie. Bardzo rzadko tekst mam najpierw i próbuję do tego dopasować melodię, raczej to jest dla mnie nienaturalne. A jeśli chodzi o osobistość tekstów, myślę, że jak się jest twórcą, to zawsze teksty są w jakimś stopniu osobiste. Sam fakt, że one są przetworzone przez twoje ciało i umysł sprawia, że jest w nich pierwiastek osobisty. Natomiast czy tyczą się jakoś bardzo blisko mojego życia prywatnego, wewnętrznego - w pewnych przypadkach z pewnością tak, ale raczej staram się nie relacjonować niczego. Ja nie jestem dziennikarzem czy faktografem, więc to wszystko są historie oparte na jakichś przeżyciach, ale staram się, żeby to były osobne twory, rzeczy powstałe na bazie emocji, które np. jakaś sytuacja we mnie wzbudziła, ale już stanowią nową historię, odrębny rozdział. Jakby były przetworzeniem tej rzeczywistości - wydaje mi się, że tak funkcjonuje każda forma sztuki. Nie mam aspiracji, by były politycznie czy społecznie zaangażowane, ale jedno, co na pewno chcę swoimi tekstami przekazać, są emocje. Zależy mi na tym, żeby ludzie słuchając moich piosenek, czuli. Po prostu moje piosenki są o emocjach i mają nieść emocjonalny pierwiastek. Uważam, że emocje są rdzeniem sztuki.

 

- Do tego Twoje instrumentarium jest dość „skromne”, czyli dlaczego akurat postawiłaś na klawisze, a nie np. na bardziej popularną i dla wielu „klimatyczną” gitarę?

- Po pierwsze, nie zgodzę się, żeby gitara była w dzisiejszych czasach bardziej popularna, raczej schodzi na drugi plan. Raczej jest 50:50, syntezatory są teraz cool, i komputery oczywiście. Odpowiedź na to pytanie jest prosta: nie umiem grać na gitarze. I nawet jeżeli zdarzy mi się skomponować jakieś rzeczy na gitarze, oddaję to do zagrania Adamowi. Komponuję na pianinie, bo to jest dla mnie naturalne, to mi wychodzi lepiej. Ale też ta płyta w założeniu miała być taka intymna, delikatna, a zarazem popowa, więc pianino, jako uniwersalny instrument, dobrze się sprawdziło zarówno w melancholijnych balladach czy lekkich kawałkach, jak i w żywiołowych, popowych piosenkach, jak „Heavens above” właśnie. A z drugiej strony klawisze też dają dużo możliwości jeśli chodzi o przetwarzanie dźwięków - w moich piosenkach pojawiają się motywy na syntezatorze. Piosenka „Married Christmas” jest cała oparta na brzmieniu syntezatora. Są to nadal klawisze, jest to spójne, bo kompozycja jest klawiszowa, ale już na innym brzmieniu. Lubię ten instrument.

- I na koniec może zdradź gdzie będzie można Ciebie w najbliższym czasie usłyszeć i czy pracujesz już może nad nowymi kawałkami?

- Na razie jesteśmy w trakcie ustalania mini-trasy koncertowej po Polsce, więc mam nadzieję, że będzie można nas usłyszeć w Gnieźnie, Poznaniu, Toruniu, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Warszawie. Informację o tym wkrótce podam na fanpage’u Małgola, No. A jeśli chodzi o pracę nad nowymi kawałkami, to już w pełnym składzie, z zespołem, opracowaliśmy przynajmniej jedną nową piosenkę, która, mam nadzieję, że znajdzie się na kolejnej płycie. Jednak, póki co, nie myślę o następnym albumie Małgola, No, bo jestem w trakcie przygotowań do wydania płyty z moim oryginalnym duetem 100% Rabbit, która, mam nadzieję, wyjdzie już w wakacje.

 

rozmawiała: Kamila Kasprzak - Bartkowiak

Fotografie:

fot.1 – Dawid Małachowski

fot.2 – Piotr Galuhn podczas Festiwalu ENEA Spring Break

fot.3 – Dawid Małachowski dzięki uprzejmości toruńskiego Ogrodu Zoobotanicznego

 

zobacz naszą recenzję płyty Małgola No

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00