• Start
  • Felietony
  • Panie Romku przepraszam za tego kaktusa – dziękuje za muzykę i wszystko inne
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Panie Romku przepraszam za tego kaktusa – dziękuje za muzykę i wszystko inne

Kiedy Dawid Jung po tekście 17 osób szło dziś za trumną poety, w którym pisałem o żałosnej pustce na pogrzebie poety Tomasza Wincentego Rzepy, zaproponował by wydać Epitafia pisane piaskiem, poczułem przynaglenie pamięci o ludziach, którzy są, lub byli wartością tego miasta. Jeszcze wczoraj myślałem, że trzeba będzie napisać, raczej, że chcę napisać, o Szpaku (ks. Andrzej Szpak – duszpasterz hippisów przypis redakcji) Mimo, że z Gnieznem łączyło go kilkanaście osób...Nie przeczuwałem, że spadnie na nas jak grom, piszę na nas bo przecież ta fala telefonów, sms-ów, z pytaniem, którego nikt z nas nie chciałby zadać przeszyła serca...Słyszałeś o Romku?

Nikt z nas nie wietrzył sensacji, to było pytanie zadawane na ściśniętym gardle, raczej z nadzieją, że ktoś odpowie, że to nieporozumienie, że pomyłka... Właśnie wychodziłem z próby Teatru w Depozycie, jakoś tak dziś było nas mało, bawiliśmy się etiudami. Oddaje dziennik, myśląc o tym, czy wreszcie dokończymy Olbrzyma samoluba – Oskara Wilde, ciąży mi to najwspanialsze dzieło mistrza, trochę się nie klei...

W ułamku sekundy, Oskar Wilde stał się nieistotny.

Chłopaki w portierni mieli dziwnie zatroskane miny. To jednak oni zadali pytanie, nie ja.

- Słyszałeś, że Romek Nowak nie żyje?

Odpowiedzi, tej pierwszej, z serca, nie powtórzę – niecenzuralna była, wyrwała się bez namysłu, bez myśli... Bo jak nie przekląć losu, przeznaczenia czy Boga w takiej chwili?

Od dłuższego czasu gdzieś tam rozmawiałem ze znajomymi, właśnie o tym, że w podstawówce miałem świetnego nauczyciela muzyki. Wcześniej porażka była jakaś, najpierw pani, na którą wołaliśmy Łaciata, która potrafiła nie wypaść z tonacji tylko gdy wrzeszcząc na ucznia szarpała go za ucho...Jeszcze był jakiś facet, kompletnie nijaki i nie zawsze trzeźwy...

Krótko, może niecały rok, mieliśmy wychowanie muzyczne z młodym energicznym nauczycielem. Potem poszedł chyba za bażanta do wojska. Czasy były, te które były. Nauczyciel z nieco dłuższymi włosami i brodą – imponowało to nie ukrywam.

 

Tyle to już lat Romku?

Nie, nie pytaj jak te zajęcia prowadziłeś, że nam się te klapki otwierały jedna po drugiej...Nie, nie powiem Tobie, też nie pamiętam. W Telewizorni jakieś Bony eMy ewentualnie Sipińska czy parostatkiem lub 2 + 1; w najlepszym wypadku Kombi...Gdzieś na blokach czasem się złapało przez okno u kogoś Uriah Heep. Powoli też odsłuchiwało się chyba już Trójki. Wentyl bezpieczeństwa, władza dała nam trochę rock'owizny.

Radio obrzydziło do szczętu Chopina i całą muzykę klasyczną, nie wiedzieć czemu nazywaną poważną. Szkoła podstawowa nr 6 do znudzenia ładowała do głowy, że Sienkiewicz wielkim patronem był, że Potop, że Kali ukraść krowę to dobrze, Kalemu krowę ukraść to źle...

Wychowanie Muzyczne, no nie czarujmy się – michałek... A jednak te zajęcia muzyczne z panem Nowakiem – taki wtedy był status naszej znajomości, przenosiły z tej małej socjalistycznej szkółki, w której nawet WF był ważniejszy niż wszystko, choć odbywał się na korytarzach, w świat przenosiły, w którym królowali: The Beatles, Niemen, Dylan, Stan Borys, Miles Davis, Stańko, któremu to światu mentalnie bliżej było do Jądra Ciemności niż W Pustyni i w Puszczy.

To z Beatlesami to jeszcze pewnie można zrozumieć, czas taki rockowy, prawie już Sierpień chyba był. Nie chodzi o miesiąc. Pan Nowak, opowiadał o tych wszystkich trupach z szafy i Programu Drugiego Polskiego Radia tak, że się tej 9 Beethovena słuchało z zapartym tchem, z niewiarą, że geniusz był głuchy.

Kto by tam pokazywał wtedy socjalistycznej młodzieży Szymanowskiego? Pan Nowak, pokazywał i opowiadał tak, że pobiegłem zaraz po lekcjach do małej księgarenki na Staszica i kupiłem czarnego winyla, nawet dziś nie pamiętam czy to była Stabat Mater?

Nie jestem już pewien czy Tren ofiarom Hiroszimy to też pan, panie Nowak tchnął we mnie...

Jakże dziwne o czym człowiek myśli, kiedy w ten lub inny sposób dogoni go ostateczność. Sam nie wiem, nie pamiętam, dawno to było. Głupi dowcip, na tamte czasy raczej nieczęsty. Dlaczego zrobiliśmy go właśnie panu Nowakowi? Romek, nawet już nie pamiętam, któremu z Nas odbiło, zdaje mi się jednak, że to była któraś dziewczyna. Głupota panie Nowak, no nie inaczej.

Kaktus był z tych wielkich z dużymi igłami. Zamaskowany na krześle, że nie miał pan, panie Nowak szans. Musiało boleć, kiedy pan usiadł. Dlaczego teraz, kiedy to tak nieważne piszę o tym?

Bo nie zdążyłem przeprosić, bo komu jak komu, ale Tobie Romku nie należało tego zrobić.

Nie pamiętam już czy srogą minę miał pan, panie Nowak, bo nie wypadało się śmiać razem z nami, bo szkoła, bo autorytet...Wiem, że nigdy wcześniej i nigdy później nie było mi w szkole tak głupio, tak wstyd...

Romek przepraszam, wiesz jeszcze pewnie za to, że w jakimś materiale z rozpędu nazwałem spotkania chóralne - konkursem, którym jak słusznie zauważyłeś nie były...

Za wszystko inne serdecznie dziękuję. Wiesz Romku, są rzeczy, których nie można przecenić, których nie można nauczyć, chyba że jakoś przykładem zaszczepić można, nie wiem. Muzykę kocham tak szeroko – to wiem, dzięki Tobie w dużej mierze.

Są jednak rzeczy ważniejsze. Kiedy czasem widziałem zdziwienie, moich rówieśników, tym, że tak bardzo żyję pasjami mojego syna, że czasem mu towarzyszę i wiele robimy razem, widziałem wtedy jak stoisz pod sceną gdy grało Bapu. Więcej nauczyłeś tym przeżywaniem występów Czarka i jego przyjaciół, a na scenie też przecież stawał i starszy z Nowaków, więcej nauczyłeś niż stu instruktorów, wychowawców, wykładowców i innych gałganów, których na tych koncertach nie widziałem.

Twój powściągliwy, ale ciepły uśmiech, kiedy chłopakom szło dobrze...To jest siła, którą zawsze będę pamiętał, a przynajmniej chce ją pamiętać.

Nasze rozmowy raczej krótkie, zawsze pełne młodych ludzi z Gniezna, którym się udaje, którzy są dobrzy w tym albo w tamtym. Ta Twoja szczera radość z sukcesów innych oby została w nas, którzy Cię znamy.

Bywaliśmy wspólnie jurorami Kalejdoskopu Talentów. Wiesz, co mi imponowało Romku w tych kalejdoskopowych sytuacjach? To z jaką powagą i szacunkiem traktowałeś tych młodych ludzi. Właśnie szacunek do człowieka, to druga rzecz, której uczyłeś oprócz muzyki. Ta wspaniała przeciwwaga, mnie zdarzało się powiedzieć za mocno, za boleśnie albo za bardzo się zachwycić.

Roman Nowak juror, nie kłamał gdy było naprawdę źle, ale też nigdy nikogo nie obraził. Pokora, wiedza i żadnego show wokół własnej osoby. To co Roman Nowak robił dla chóralistyki gnieźnieńskiej, to oczywistość, nie mnie o tym pisać, tu jestem laikiem. Choć pamiętam rozmowy z Dawidem Jungiem o tym przemożnym wpływie Romka na istnienie Dzwonu czy Szpaków. I teraz nie o wartości chórów mówimy. Jest jeszcze jedna rzecz, dla mnie ważna. Roman wydawał się być od zawsze i na zawsze. Jakoś tak, wszyscy go szanowaliśmy, a jednak nie widywałem go na galach, wyróżnieniach czy miejskich benefisach. Wydawało się to oczywiste, że jest dla nas ważny zbyt oczywiste by go wyróżniać, czy nagradzać, dostrzegać...

Nic nam już nie pomoże zapłonąć rumieńcem wstydu, to my będziemy musieli żyć z nienapisanymi artykułami, nieprzyznanymi wyróżnieniami, niewypowiedzianymi dobrymi słowami, niewypowiedzianymi wobec Dobrego Człowieka.

Jemu to pewnie i teraz jak i przedtem wszystko jedno. Roman Nowak był niezwykle pokornym człowiekiem.

Miasto mam jednak nadzieję, że za tą trumną cię nie zabraknie. Nadzieję, że nie będziemy brnąć w grzech zaniechania.

Jarek Mixer Mikołajczyk

zdj. profil facebook Roman Nowak 

Tagi: Roman Nowak Epitafium

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Królewicz Olch

Kino Helios
Czwartek 14 grudnia 2017
godz. 18:00

POLANDJA

Kino Helios
Czwartek 21 grudnia 2017
godz. 18:00

Volta

Kino Helios
Czwartek 28 grudnia 2017
godz. 18:00