• Start
  • Felietony
  • Jest COŚ. Bąkol, Dudczak i Jung są też w powietrzu tego miasta. Mam fajnych kumpli
  • Jarek Mikołajczyk

Jest COŚ. Bąkol, Dudczak i Jung są też w powietrzu tego miasta. Mam fajnych kumpli

Kiedy redagowałem kilka artykułów z III tomu książki Grunt to bunt – Grześka Witkowskiego, jednym z wywiadów, który miałem odsłuchać i nieco ugładzić była rozmowa z Pawłem Ratajem Pawelcem. Człowiek z ekipy częstochowskiej, okolice T.Love i nie tylko. Mówił o pewnym rozdwojonym podglebiu kulturowym Częstochowy. Z jednej strony Jasna Góra i Paulini z drugiej to było czerwone miasto. Pomyślałem sobie pewnie stąd tak częste objawy społeczno-kulturowego ChAD, tego samego co w Gnieźnie. Niebywale trafne skojarzenie, w odniesieniu do mojej i Rataja, na szczęście odległej młodości. Pomyślałem o tym, jakie jest podglebie dzisiejszej kultury tego miasta? Na szczęście chyba pokolenie stracone, do którego należę, siedzi już na chwiejnych stołkach – pokolenie urodzone w niewoli musi umrzeć; wiedział o tym Mojżesz, wszak nie bez powodu szedł najdłuższą z możliwych dróg.

 

Co mnie tak naszło? Jest jakaś przyczyna pisania po nocy? - No raczej. Odchodzimy już dzięki Bogu. O Bogu to poważnie, jestem wierzący i do tego heteryk, czyli konserwatysta, ale to kompletnie nie ma tu nic do rzeczy. Odchodzimy, frustraci publikujący w starych i nowych nurtach, Akantach, Bluesach, Metal Hammerach, Jazz Forumach... Niedorobieni hippie bez swojego Wietnamu. Bitnicy krzywej ulicy. Rzecz nie w tym, co wykrzykuje SIKSA: Hofman, Wajda ChujChujChuj!!! Dość zresztą to oczywiste. To raczej już nekromancja, balsamem śmierdzi już pokolenie 50-latków i ponad latków... Zanim mnie zmumifikują, myślę, że jeśli odchodzą frustraci od bluesa, wszechwiedzy nurtu, gazety prywatnej czy nawet Mixer, to miasto ma szansę.

 

Szansa nazywa się konkretnie. Zawsze tak jest. Szansa, ale taka prawdziwa realizuje się, to znaczy: się ziszcza. Bo szansą jest człowiek. O tym za chwilę.

Wróćmy do podglebia. (Swoją drogą Rataj bardzo podoba mi się to określenie, nie znałem go wcześniej). Nie są podglebiem miasta, frustraci, dla których definicja tego miasta to Srawa. Jakoś tak pewnie inaczej czyta się ordnung tam skąd napłynęli i inny jest kulturkampf. Odra (rzeka) jakoś inną niesie wodę niż: Struga, Wełna czy Warta. Natomiast OdraMiesięcznik w swoim Arkuszu przyniosła teksty o poetyckich freestyle, o nowej poezji. Tekst, w którym jest Paweł Jot Bąkowski, nie tylko nadmieniony, ale i tekstem własnym opublikowany. No dobra, dziś nie wczoraj, kiedyś ODRA czytana była, tak zresztą, jak poezja, przez masy robotnicze miast i wsi, dziś w takim Gnieźnie kupisz może w tej kiepskiej, a jedynej sieci, co to salon niby jest i w kiosku małżonki pana od pryzmatu Srawy. Powiedzmy po ludzku zatem.

 

Poeci, to zresztą ludzie złaknieni podniet i pochlebstw, marzą o publikacji w ODRZE do dziś. Dajmy na to, jak raperzy o płycie wydanej z Prosto, czy Asfaltu marzą, a jak im się nie uda to: się mażą, jadem plują i na kiepskie podglebie i na wieże katedry, na prezydenta Jacka Kowalskiego, na Mixera też czasem i na miasto, że to niby ich wina.

Sprawa jest zasadniczo prosta. Kiedyś pisałem wiersze, zobaczyłem wczesne teksty Krzysztofa Kurka, było, to kiedy profesor od Hamleta był bodaj w 3 klasie liceum, ocierał się już wtedy o Brulion. Przestałem pisać wiersze, czasem tylko coś skrobnę dla siebie.

 

Wystraszyłem się kiedyś wielkiego miasta, mimo propozycji pracy w stacji moich marzeń, ale to nie sprawa Srawy, podglebia i miasta. Dziś wiem, wybrałem TO MIASTO świadomie. Co chyba ważne, tak myślę, wróciłem. Wróciłem: z daleka, z bardzo daleka i z bliska, a jednak wróciłem. Co się jednak tyczy szansy, powietrza, podglebia i paru ludzi, może przede wszystkim ludzi.

Bodaj wczoraj publikowałem, pospiesznie (przed edycją nawet z ortami: O BOŻE jak można publikować z ortami...) to pospiesznie trochę wbrew sobie, bo Popcentrala to nie piekarnia ani kronika wypadków... Zatem publikowałem pospiesznie info o Alex Dudczak na wybiegu gali Łódź Miasto Talentów. No kur...wa wzruszyłem się i nie dlatego, że mam, coś z hipokampem i komórkami piramidalnymi. Znam Olę, no prawie od dziecka, zresztą chyba jestem starszy od wszystkich, mam czasem wrażenie... Pamiętam, kiedy grała w Teatrze Tomka Kujawskiego i inne rzeczy pamiętam. Trochę jej tutaj nie było, wróciła. I przypomina mi się, że kiedyś byli tu: dawno, dawno temu, (ale nie tak dawno, jak Mieszko, co do którego, to nie wiadomo, czy tu był) ludzie kolorowi i wyraziści. Jaram się, powrotem Oli, bo jaram się tym miastem. Jaram się tym pokazem w Łodzi, tym, że z Burim też jeżdżą po kraju... Nie zgadzam się często; mamy inne poglądy, ale mamy własne niewyczytane w gazecie zobaczone w TV czy skserowane z fejsa. Zatem byle to miasto nie ograniczało Alex. Jest COŚ.

Wczoraj natknąłem się na skany, czy może zdjęcia 8. Arkusza Miesięcznika ODRA. W tekście o Pawle Jot Bąkowskim i tekst barda ze Skiereszewa też tam był. Ej chyba jestem nienormalny, poszła mi beksa ze wzruszenia. No przecież to tyn dziecioszek, z którym gadałem o metafizycznych sprawach na działce Comesa pierwszym Ośrodku Kultury Słowiańskiej w Gnieźnie. To też człowiek, z którym tak wiele zrobiłem rzeczy wartościowych i chałtur też, bo bard nie bard, a żyć trzeba. Jak mam się nie jarać?


Sprawa jest prosta. Slam mogę prowadzić. Udziału nie wezmę, raz to zrobiłem, są lepsi. A Bąkol „wielkim slamerem jest” poetą bywa, ale to dopiero początki. Kurde, jaram się, chyba bardziej niż własnymi sukcesami.

 

Jest COŚ. Przeszłe legendy i mity stają się niczym w tym mieście jak Sławek Kuczkowski, Janek Bogusz, Leon Galiński, przyszłe legendy i mity: Olufa, Bakol, czy Dawid Jung, mogą coś jeszcze zmienić.

 

Z tym ostatnim, znaczy Jungiem, ostatnio wiele gadamy. Pietruszewski w Edynburgu. Też zdolna bestia, ale nie pogodosz. I nie, że by nie chciał, jak się widzimy to nawet po roku jakby od wczoraj. Wracam do Junga. Ostatnio miałem przyjemność po latach usłyszeć ten głos, we wprawkach w kawałeczkach i no jest COŚ. Trochę nie mogę pojąć, że póki jest w kraju, nie wyjechał na powrót śpiewać do Italii, nie jest solistą, w którymś z rozlicznych chórów np. katedralnym...

Podsyła mi te biogramy do Leksykonu Zapomnianych Gnieźnian no i robię TAAAAAKIE OCZY jak to napisał Schaeffer Bogusław. Nie w tym rzecz, że z przyjemnością je z Dawidem Liberkowskim publikujemy na Popcentrali. Przeczytałem też 26 wierszy gnieźnieńskich z glosami. Chyba jako jeden z niewielu i ręczę Gniezno, ma swój Kadysz i nie jest on z Kustodii czy zbiegu Krzywego Koła i Grzybowa. Nie jest z krainy frustracji. Jest COŚ. Jaram się tymi ludźmi, którzy tu się rodzili jak Haupe czy Alberti. Jaram się, że się takiemu Jungowi chce, szperać w archiwach trzech kultur, których nie znajdzie w tym mieście.

 

Gleba naniesiona przez wiatr, koleje losu lub inny przypadek, gleba frustracji jakoś sprawia, że prócz żółci jałowe podglebie. Nie wiem, na jakim podglebiu wyrosły te SIKSY, bardy ze Skiereszewa czy nawet poeta zeszytów naczelny... Wiem, że to oni mogą się stać nowym podglebiem. Dla tego to im przyznaję swoją nagrodę opartą jedynie na słowach, bo nic innego dać nie mogę moi laureaci nagrody Jest COŚ. Pierwsi nie jedyni.

 

zdjęcia udostępnione na fb przez opisanych

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00