• Start
  • Recenzje
  • Minimum – Urszula Zajączkowska/Biologia wiersza i pisanie ze słuchu/szkic recenzencki
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Minimum – Urszula Zajączkowska/Biologia wiersza i pisanie ze słuchu/szkic recenzencki

„Świadomą poetką przyrody” nazwał Urszulę Zajączkowską wydawca jej debiutu Atomy - Dawid Jung. Tak już pewnie zostanie, autorka sama nie oponuje przeciw tej etykiecie. Rzecz jasna samo etykietowanie nie jest potrzebne autorce. Zajączkowska po niezwykle udanym późnym debiucie wraca do literackiej gry w sposób, jaki poeta może sobie tylko wymarzyć Minimum otrzymało Nagrodę Kościelskich. Dla recenzentów pozamiatane. Dyskusja z nagrodą, którą odbierali wcześniej Mrożek, Herbert czy Barańczak nie w chodzi w grę. W tym przypadku nie wchodzi, w latach niedawnych zdarzały się nagrody dość celebryckie. Zostawmy jednak, co nie jest tematem.

Edytorsko wydawnictwo Warstwy czyni z książki Minimum, estetyczny standard

Niezwykle spójna forma, począwszy od oprawy, okładki.

Jak wiele papieru musiał zmarnować człowiek, by obalić to absurdalne przeświadczenie, że nie ocenia się książki po okładce?.. I powrócić do szacunku: do drzewa, papiernika, drukarza i wreszcie czytelnika. Czasy inkunabułów nie odżyją nagle, Gutenberg nie myślał jednak o drukowaniu Harlequinów.

Drzewo długo rośnie, a papier był i powinien być drogi. Warstwy zawalczyły jednak o zwyczajna edytorską przyzwoitość. Książka może, a poetycka powinna być piękna – i jest. Trochę jakbyśmy otrzymywali osobisty notatnik, (zeszyty z lat 60 miewały tak sztywne matowe czarne oprawy). Tłoczone wzory odkrywają nieznacznie treść wierszy. Mat oprawy, skromne choć złote litery, czyste jak minimum.

Minimum szacunku do świata. Papier bezdrzewny, uzyskany TCF – celuloza bielona bez chloru. Oszczędza też oczy, brak wybielaczy optycznych i ten ton ivory, a może raczej delikatnie kremowy...Od tej książki nie bolą oczy. Spójność koncepcji książki, jako takiej, z poezją autorki – kompletna. Grafiki – ryciny proste i pięknie botaniczne. Dobra robota Anny Światłowskiej – grafika to kolejny pewnik, jeszcze przed czytaniem, że wąchamy się z dobrą książką, jeszcze przed jej czytaniem. Tak, obok Zajączkowskiej, tę książkę tworzyli: wspomniana Światłowska i koncepcyjnie Dawid Skrabek.

Trzymając się jeszcze koncepcji książki... Szacunek, do drzew, papieru, drukarzy pociąga za sobą także inny rodzaj szacunku. Przy Minimum, jest minimum. Nie ma tego męczącego niekiedy wciskania zbędnego kitu przez literaturoznawców, którzy właśnie potrzebują do CeVałki, wstęp lub analizę kolejnej książki, kolejne wydawnictwo w dorobku. Przy tym czują się w obowiązku wytłumaczyć nam nieoświeconym jak mamy rozumieć, to co za chwilę będziemy czytać. Kody, kulturowe, tropy, nawiązania...Ten właśnie szum informacyjny został nam oszczędzony. Minimum to deklaracja, to trochę slow...Wybór, a nie lenistwo. Podobnie nikt nam nie wypisuje listy zasług autorki. Jest tylko poezja, nasz odbiór, który przecież jest światłem odbitym od wrażliwości Urszuli Zajączkowskiej.

Biologia wiersza i pisanie ze słuchu

Ten taniec na linie, nie jest chocholim tańcem, ani tańcem linoskoczka. Precyzja, wrażliwość, słowa osadzone w rzeczywistości, jak skalpel krojący łodygę pod mikroskopem graniczą jakże cienką linia światła, z wrażliwością, pewną oszczędnością może to nawet ekonomia języka. Zajączkowska botanik, nie balansuje jednak pomiędzy Zajączkowską poetką, równowaga jest u Niej raczej naturalna. Wiersze niosą odsłanianie tajemnic oczywistych, poetka jak fotograf kadruje to co widzimy wszyscy, a czego, często nie dostrzegamy, lub może boimy się dostrzegać. Sama jednak autorka daje sobie przyzwolenie na nie dostrzeganie rzeczy prozaicznych, przy jednoczesnym badaniu jej natury.

Kropla

opada kropla na liść.

A ja mierzę jej napięcie

całkiem powierzchniowe

i hydrofilowość liścia,

siłę uderzenia

i procent zwilżenia,

i wcale nie widzę,

że tu, teraz

kropla

opada na liść

Można spokojnie napisać to poetyckie jądro poezji Zajączkowskiej zawarte w Minimum, jest mięchem natury. Przy czym mięsistość natury raczej wypełnia tu chlorofil niż krew. Choć bywa i czerwień żelaza, jak choćby w Wątrobie. Delikatność, wypływa tu z szacunku do natury: drzewa, turzycy, ludzkiej wątroby, nie ze strachu przed obumieraniem, przed zapachem przemijania czy poznania. Szacunek to świadomość natury rzeczy, a może świadomość rzeczy natury. Jest też wreszcie wspaniały uśmiech w tej poezji, czasem z siebie lub do siebie, a czasem do zgoła innego stworzenia, czy innej aktywności. Delikatność nie wyklucza pewnej dosłowności, wulgaryzm to nie koniecznie Wulgata Hieronima, bywa więc też i piękny.

Wątroba

bardzo mnie rozwesela
ta moja wątroba,
niby taki krwisty i ciężki
kawał czyjegoś późniejszego
żarcia
na jelitach siedzi
psia krew królowa
rządzi
narządami,
bez przerwy łapą je trzyma,
nie mówiąc nic
trzyma.
ale dziś to ja jej rozkazuję,
a ona mnie posłucha
przez gardło, posłucha,
bo nie po pierwszym,
nie po drugim,
ale po trzecim
ma być kurwa optymizm
i optymizm jest.

Jest w tej poezji, zresztą już o tym pisaliśmy ogrom szacunku: do światła, roślin i do siebie, przy tym ostatnim szacunek do siebie nie wyklucza pokory i ogromnego dystansu. Te nagminne już porównania do Szymborskiej, jakimi szafuje prasa, nie są w przypadku Zajączkowskiej bezpodstawne.

Minimum oddaje te wszystkie tak bliskie płaszczyzny istnienia, oddaje w pełni oba kolory życia na ziemi: zieleń i czerwień oraz ich dopełniające. Osocze i chlorofil płyną tu obok siebie, a słowa poetki wyznaczają wyraźną potrzebę wzajemnego szacunku. Choć nie zawsze jest ciepło i spokojnie, a jutro będą motyle.

Dobre miejsce

nad potokiem

ołowianym cieniem

szeleszczącym

w gęstwinie jaworów

o olsz nieprzystępnych

gorący odór padliny

paruje,

więc myślę

że to dobre miejsce

zostało wybrane

na to przeistoczenie

przepoczwarzenie

jutro będą motyle

Ta zieleń i czerwień, czasem też ich nie potrzebna walka, bo przecież współistnienie byłoby lepsze, obopólnie lepsze...Nie przytłacza, nie ogałaca poezji z tych wszystkich jej zwyczajnych atrybutów jakimi są miłość, wspomnienia i przemijanie. Nierozedrgane, nie hura egzaltowane, są tu jednak emocje...Poruszenie i wzruszenie, też jest. Jest też precyzyjne i pięknie brzmiące słowo. Rzecz charakterystyczna, a zakrzyczana u krytyków przez tę botanikę i naukowe spojrzenie...Urszula Zajączkowska nie zapomina, że dobry wiersz jest jak kompozycja. Zna znaczenie brzmienia słów, nie tylko ich sensy. Jest też ta szczególna metoda frazowania wpisana w timbr i spokój jej własnego głosu. Zajączkowska wsłuchuje się nie tylko w świat roślin, ludzi i w siebie, wsłuchuje się i to dosłownie w swoje wiersze, a jako muzyk - słuch ma pewnie absolutny. W tej poezji nie ma ani jednego nieczystego dźwięku. Rzecz o tyle ciekawa, że to jednak nie Eufonia, słowa brzmią, ale też nie są puste.

Minimum to jeszcze nie minimalizm, a już slow life.

Poezja, jeśli nie jest slamem, w swojej naturze ma właśnie: zwolnienie, wyrównanie tempa, refleksję i może wzruszenie. Często dziś poeci wolą galop, który potrząsa kości.

Pięknie wydana książka, z niezwykle szeroką perspektywą. W tych wierszach kosmos nie zaczyna się miliardy lat świetlnych stąd, a gdzieś tu albo pod mikroskopem...poezja bliskiego planu, bez mikro i makro nie zbuduje się mega.

Ktoś kiedyś powiedział, nie wartościuje się sztuki. Kompletna bzdura. Może i to je ładne co się komu podoba, Piękne jest jednak tylko to co jest Piękne. Dobre jest to co niesie Dobro. W przypadku poezji ładne są wiersze z odpustu. Minimum to tomik Piękny i Dobry. Czego chcieć więcej? 

Minimum

Urszula Zajączkowska

Wrocławskie Wydawnictwo WARSTWY

2017

Jarek Mixer Mikołajczyk

Tagi: Recenzja Urszula Zajączkowska Minimum Wrocławskie Wydawnictwo WARSTWY

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00