• Start
  • Recenzje
  • The Kurws... bezlitosna chłosta, bez muzycznego żulerstwa
  • Jarek Mikołajczyk

The Kurws... bezlitosna chłosta, bez muzycznego żulerstwa

Stowarzyszenie „Ośla Ławka” zapraszając na trzecią odsłonę imprezy para-muzycznej „Ale Skifa!” wrzuciło poprzeczkę mentalną wysoko ponad horyzont. The KURWS to jedna z formacji, które łączą i przekraczają gatunki. Fenomen The KURWS to przede wszystkim podejście do sztuki i świadomość artystyczna i pewne przeświadczenie, że można się bawić na poważnie i bawić się przy tym dobrze.  Bardzo nowoczesne podejście do improwizacji zespołowej, a przede wszystkim do motoryki i ekspresyjnego grania. 

Zespół KURWS działa trochę jak brudnopis; fragmenty kompozycji łączą się z improwizacją, pewna neurotyczność, a przede wszystkim dynamika zwrotów muzycznej akcji, sprawiają wrażenie nieustannego szkicowania. Ekspresyjność odczytu tego szkicownika jakim jest muzyka The Kurws, w dużej mierze jest wypadkową nie tylko erudycji muzycznej zespołu, ale też słuchacza. Paradoksalnie miejscami niemal noise'owa ściana dźwięków pełna jest porywającego poczucia humoru. Urwania, powtórzenia, cytaty niedosłowne, (raczej stylistyk, niż konkretnych kawałków) włącznie z rockabilly, które gdyby Kurws zacytowało w 1:1 brzmiały by jak paskudna amerykańska kapela, która za wszelką cenę chce udowodnić, że nie gra country, grając je tylko trochę szybciej, bo przecież wszyscy Amerykanie urodzili się w Nashville...

Ta zabawa pamięcią słuchacza unika raczej oczywistości, podprowadza nas do rozwiązań muzycznych, których się spodziewamy by wykonać niemal cyrkowy zwrot.

Momenty mocne, poważne - przeplatają się swobodnie niemal z kuglarstwem muzycznym. Bardzo często, kiedy słuchacz już się oswaja, zaczyna się bujać - Kurws skręca w tak nieoczekiwane rejony, że rodzi się nieodparte wrażenie, że właśnie zostaliśmy wystryknięci na dutka, że kapela pokazała nam język...Przy tym nie ma żadnego chamstwa czy żulerni, to jest zabawa z słuchaczem. 

 

Tu niewątpliwie nasuwają się skojarzenia, że gdyby poszedł wokal, to dalibyśmy sobie uciąć rękę, że słuchamy kapeli Tatsuya Yoshidy. Ruins to jednak nie jest, Kurws unikają kalki, może nawet bliżej im do  Korekyojinn. Ta zespołowa polirytmia będzie się chyba już zawsze kojarzyła w nowoczesnym wydaniu z japońskim power trio.

W wielu relacjach czytamy, że The Kurws to jakaś re definicja punk'a, to jednak znaczne uproszczenie, może jeśli szukalibyśmy punkowego aspektu w pewnej energii i otwartości dalekiej od Sedesów, Defektów Mózgu czy Exploitedów i tej całej siermięgi...Jeśli już etykietka punkowa - to raczej blisko The Coneheads, może momentów polskiego Something Like Elvis...

Wczorajszy koncert pokazał też momenty niemal z koncertowych wersji kawałków jedynej supergrupy krautrockowej - CAN. Neurotyczny, a czasem transowy i do tego frywolny (czytaj czasami zabawny) bas, mimo woli przywodził na myśl zmarłego niedawno maestro Holgera Czykay - największego kpiarza basu.

 

Cały ten bagaż pamięci słuchacza i erudycji muzycznej grupy, stał się nieistotnym sztafażem, potrzebnym jedynie by ukryć niemoc dziennikarską, wobec żywej reakcji młodych słuchaczy z ekipy "Zubla, Wiki i reszty".

 

Energetyczny, żywy dźwięk bez wydumania i nadmiernych uniesień quasi jazzowych, bez pinkolenia i tralala - cisnął ludziom w twarz ze sceny Młyna to, za czym czasem zapominamy zatęsknić - prawdę, autentyzm, muzykę bez dłubania patyczkiem w uchu i kalkulacji. Wspaniała porywająca lekcja muzyki...na granicy muzyki intuicyjnej i innych gatunków. 

 

Nie często mamy okazję na naszej prowincji, uczestniczyć w tak gęstych i tak "dzisiejszych" wydarzeniach jak wczorajszy koncert w Młynie. Dziękujemy Stowarzyszenie Ośla Ławka. Zdecydowanie w pewnym wymiarze, był to najważniejszy koncert w mijającym powoli roku w Gnieźnie.

 

Oddajmy jednak sprawiedliwość, takie koncerty nie są też codziennością Warszawów, Krakowów czy Poznaniów... W ostatnim czasie jednak robią się kolejne wyłomy w świadomości kulturowej, wrastają nowe myślenia w tkankę miejską...Premiera płyty Variete, podczas Pretekstów, siła gnieźnieńskich slamów...i wiele innych. W kulturze nie jesteśmy żulerskim miastem - Bąkol zgoda w 100 %.  

 

PS

1. Ktoś coś mówił o budzeniu się? Halo Polska! - dawno już Gniezno przestało być jedynie miastem znanym z SIKSY, choć my ją lubimy, ona jest raczej wartością globalną. 

2. Skojarzenia to nie porównania, często bywają z czapy, bo np. Dawid Bargenda uderzył, w którymś momencie tak jak wspomniany Tatsuya Yoshida czy nie wspomniany Keiji Haino, albo dwa dźwięki gitary przypomniały  Davida Pajo z czasów Tortoise, więc już o tym nie pisaliśmy...Rzecz jasna Holger Czukay też jakoś tak mimo woli kojarzy się z Jakubem Majchrzakiem, a może odwrotnie, tu jednak istnieje prawdopodobieństwo, że autorowi wszystko kojarzy się od 5 września 2017 z Czukayem, wszystko w temacie basu. 


zdj. Sebastian Uciński 

więcej zdjęć  

Mixer

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00