• Start
  • Recenzje
  • Gryf – Pałacyk Michla, Żytnia, Wola...szkic recenzencki książki Jarosława Wróblewskiego
  • Jarek Mikołajczyk

Gryf – Pałacyk Michla, Żytnia, Wola...szkic recenzencki książki Jarosława Wróblewskiego

Kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest dla nas okazją do publikacji recenzji książki Gryf - Pałacyk Michla, Żytnia, Wola autorstwa Jarosława Wróblewskiego.

To już druga, książka Jarosława Wróblewskiego, oparta na rozmowach z bohaterem Powstania Warszawskiego. Pierwsza – Zośkowiec o Henryku Kończykowskim pseudonim Halicz, była niewątpliwie, książką przełomową na polskim rynku książki historycznej. Obok treści, zdecydowanie forma edytorska, będąca gotową do przełożenia na język interaktywnej strony internetowej, czy nawet aplikacji na telefon, czyniły z niej historyczną książkę roku, tytuł taki zresztą książka otrzymała. Dziś, mimo że upłynęło niewiele czasu od Zośkowca, rzeczywistość edytorska jest zupełnie inna. Tak się po prostu dziś wydaje książki historyczne.

Czy więc Gryf może nas zaskoczyć edytorsko?

Nie da się dwa razy odkryć tej samej Ameryki. Oczywiste. W Gryfie jednak, skoro zaczęliśmy od edytorskich spraw, mamy książkę wycyzelowaną. Detale, szczegóły dobór czcionki, sposób winetowania zdjęć, oblewanie tekstu, niosą więcej szlachetności i prostoty formy. To ważne w dobie, gdy edytorzy wola krzyczeć, kolorowymi okładkami, i edytorskim bigosem...Dobra robota Marcina Koca i Sylwii Szafrańskiej. Ciekawe motywy graficzne, na okładce, skrzydełkach oraz stronie tytułowej.

 

Precyzyjna praca redaktorska i korekta, dziś niestety nie częsta dbałość wydawców.

 

Podobnie jak przy Zośkowcu, sporo: skanów dokumentów, unikatowych fotografii, chyba więcej niż poprzednio tekstów pokrewnych, jeszcze więcej tła i postaci w ten czy inny sposób powiązanych z Gryfem lub jego wizją Polski.

 

Generał Janusz Brochwicz – Lewiński doczekał się maszynopisu, widział książkę, zaakceptował, nie doczekał wydania. Czy taka informacja powinna mieć wpływ na szkic recenzji?

Trudno przejść obojętnie obok faktu, że autor mógł być jednym z ostatnich „spowiedników” generała. To jednak wartość dodana, wartość płynąca z ocalania w ostatnim momencie, być może gdyby Wróblewski zabrał się do pracy nad książką pół roku później...

 

Wartością książki jest zawarta w niej książka. Literatura historyczna, pewna forma dokumentu, czy literatury faktu nie zostawia autorowi tyle wolności co literatura piękna, nie przestaje być jednak literaturą, a przynajmniej nie powinna nią przestawać być. To też istotą jest by się ją dobrze czytało. Autor nie musi nas czarować, wystarczy, że pisze potoczystym językiem. Tak jest w przypadku Gryfa. Jeśli pojawia się w książce kilka rodzajów języka czy narracji, to tylko przez wzgląd na łączenie treści wynikłej z dociekań autora i rozmowy z bohaterem, z formami wywiadów, wspomnień i dokumentów. Książka stanowi jednak bardzo spójną całość, świetnie Wróblewski sampluje różne źródła i formy. Robi to po raz kolejny co daje mu dużo większą swobodę. To się czuje.

 

Szeroki kontekst

 

To tło historyczne, przesiąknięte wschodnią Polska, rzecz jasna maluje koloryt życia dorastania i młodości. Czy można zrozumieć człowieka bez jego korzeni? Wróblewski w pełni świadomie umiejscawia człowieka w całym kontekście zjawisk, ludzi, emocji mu towarzyszących. Nie zapomina, że zręby tożsamości, kształtuje dom i jego dramaty i szczęścia...Dla tych, którzy kochają genealogię i dochodzenie do rodzinnych pierwocin rodów, sporo ciekawostek, dotyczących Brochwiczów ich herbu linii i zasług.

 

To umiejscowienie generała Janusza Brochwicz – Lewińskiego w dziedzictwie rodzinnym i kulturowym tak naprawdę dokonuje się dzięki samemu bohaterowi.

Urodziłem się w ziemiańskiej rodzinie, ze starą tradycją. Byli w niej dzielni rycerze, senatorowie, księża, biskupi, dostojnicy królewscy. W moim bliskim otoczeniu miałem w rodzinie trzech pułkowników i generała, który był szefem sztabu gen. Władysława Andersa. Była u nas w domu tradycja przekazywana z dziadka na ojca i na mnie, a polegała na tym, że wiernie służyliśmy Polsce i chcieliśmy, aby Polska zawsze była wolna – mówi w książce gen. Janusz Brochwicz – Lewiński.

 

 

Wśród tych przodków był rycerz, który wsławił się u boku księcia Henryka II, i legendarny generał artylerii konnej Marcin Kazimierz - Kątski – herbu Brochwicz, który walczył pod Wiedniem, też mógł być antenatem Janusza Brochwicz – Lewińskiego. Te dociekania, czasem domniemania i legendy rodzinne, w noszą pewien pierwiastek, który pozwala czuć się czytelnikowi współtowarzyszem odkrywania tajemnicy. Postać ojca, ledwie zarysowana, bo i nie o tym książka, jest jednak sygnał, pewnego rysu wychowania przyszłego powstańca warszawskiego.

 

Kult powstańców styczniowych, trudny – chropawy charakter ojca połączone z jego profesorską znajomością literatury i języków nowożytnych musiały ukształtować intelektualnego arystokratę, w dobrym znaczeniu tego słowa...Zostawmy jednak recenzowanie rodziny Brochwiczów. Warto też wspomnieć, że dużo cieplej rysują Wróblewski i jego bohater matkę Janusza – Jadwigę z Piechocińskich z Wołkowyska. To jej zawdzięczamy też pewnie motyw obrazu Jezu Ufam Tobie i mocno zaznaczona w książce Wróblewskiego postać ks. Michała Sopoćko – spowiednika siostry Faustyny Kowalskiej.

Wątek mistyczny, bardzo rozwinięty jak na tło, motyw Miłosierdzia Bożego trochę mocno eksponowany przez Wróblewskiego, wydaje się być odzwierciedleniem osobistego nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, lub pewnej fascynacji dziennikiem wspomnianego ks. Sopoćko. Nie irytuje, bo znajduje uzasadnienie w samym bohaterze. Janusz Brochwicz – Lewiński otrzymał od matki wychodząc na wojnę w 1939 roku obrazek Jezusa Miłosiernego...

 

- Na cmentarzu niedaleko kaplicy Halperów była taka górka i parę drzew. Byłem dobrze zasłonięty, ale wyborowy strzelec mógł mnie trafić. I w pewnym momencie coś mnie uderzyło w twarz, jakby batem. Odrzuciło mnie do góry i zemdlałem. Dostałem też dwa pociski w hełm, który miał po nich wgłębienia. On uratował mi głowę. Leżałem na płycie grobowej i krew się ze mnie lała. Miałem poważną ranę w brodzie i wydawało się, ze po prostu powoli umieram. Miałem wtedy wizję: byłem na górze, była bardzo piękna droga, zielone drzewa, bardzo ładne kwiaty, ciepło i ja tam fruwałem. Nie szedłem, ale fruwałem. To znaczy, że ciało gdy umarło wypuściło z siebie protoplazmę, która jest zupełnie inna niż ciało człowieka. Zobaczyłem wtedy jak w kalejdoskopie swoje życie. Dzieciństwo, młodość, topienie się w rzece, wpadanie do dołu z wapnem i inne historie. W pewnym momencie nie leciałem, ale stanąłem na tej drodze. Widziałem, jak leży moje ciało w takiej dolinie. I zostałem jakby pchnięty w to ciało. Wszedłem w nie i się obudziłem. Według fachowców brytyjskich czy niemieckich, był to klasyczny przykład człowieka, który wrócił ze śmierci do życia. Odpowiedzią na to jest Boża Opatrzność. To ona mnie uratowała od śmierci. Wielokrotne – wspomina Janusz Brochwicz – Lewiński.

 

Generał mimo tego, że nie boi się przyznać do rzeczywistości mistycznej, rysuje się w książce jako raczej konkretna wyrazista postać, stąpająca mocno po ziemi. Rzecz jasna Powstanie Warszawskie to istota dociekać autora. Trudno jednak zamknąć człowieka tak pełnego, tak wymykającego się śmierci ku życiu w niezwykle ważnym, dramatycznym ale ostatecznie krótkim okresie jak na 96 lat życia Generała. Choć Wróblewski sporo miejsca poświęca Parasolowi, rozrysowuje plany ludzie zaznaczając i tych innych ważnych, jak choćby Adama Borysa – Pługa, to jednak nie na Powstaniu kończy się jego wsłuchanie w Janusza Brochwicza – Lewińskiego. Trzeba przyznać, że przecież, nie na Powstaniu skończyła się walka Generała. Zanim po wielu latach powrócił do ukochanej ojczyzny ochraniał rodzinę królewska w Wielkiej Brytanii...

 

- Jak pamiętam Elżbietę II? To dama, która była surowa, ale bardzo grzeczna i opanowana. Podziwiałem ją za jej królewski fason. Ona od dziecka była wychowana, aby być królową. Do tej pory się nie zmieniła – wspomina Janusz Brochwicz – Lewiński.

 

Tajemnice, próby otrucia po powrocie do kraju, wizyty w domu Generała podczas jego nie obecności...to rzecz jasna smaczki, wątki dla tych, którzy może bardziej poszukują sensacji niż historycznego dokumentu, przydatne dla czytelnika, ale nie niezbędne dla bohatera.

 

Struktura książki przypomina nowoczesną rozbudowaną stronę internetową. Mimo natłoku przejść, "linków" i odniesień, nie traci przejrzystości. Czytelnik, może właściwie pomijać pewne wątki „zakładki”...Jeśli zna, lub czasowo nie interesuje się rozmową z córką rotmistrza Pileckiego, czy znakiem jakim jest Herbert, może spokojnie przeskoczyć...

Trudno powiedzieć, że niczego nie straci, ale ma wybór.

 

Jeśli można odnieść wrażenie, że momentami więcej tu tła: grafika, skany dokumentów, wtrącenia, zdjęcia to właśnie pewne zaburzenie proporcji, między elementami biograficznymi a dodatkami czyni książkę wartościową nie tylko dla miłośników historii czy biografii.

 

To niezwykle dostosowana do wymogów czasu forma książki, być może pewien wzór do przejęcia przez podręczniki szkolne. Objętość może wystraszyć, to fakt. Jeśli jednak przyjmiemy, że nie można poznać człowieka bez punktów odniesienia, pryzmatów w postaci innych ludzi, wydarzeń i wszelkiego tła społecznego czy geopolitycznego; to ten portret Brochwicza – Lewińskiego, choć pozornie mało w nim samego Generała, staje się pełny, właśnie gdy jest pewną częścią portretu pokolenia.

 

Może też dobrze, że wątki niemal sensacyjne, życia Janusza Brochwicz – Lewińskiego nie zostały wyeksploatowane, że pozostało kilka pięknych niedopowiedzeń...

Gdyby skupić się na nich pewnie mielibyśmy bohatera komiksowego, lub kina akcji. To sprzyja popularyzacji bohaterów ale im samym raczej szkodzi, tego Jarosław Wróblewski się ustrzegł. Inną rzeczą jest, ze gdyby, ktoś zdecydował się nakręcić wartki przemyślany film o życiu generała Janusza Brochwicz – Lewińskiego, to pewnie jego ulubiony bohater filmowy James Bond stałby się bledszy...

Potrzebna, książka, ważny bohater i nade wszystko kompletne pokazywanie ludzi naszej historii na tle, bez którego nawet najdoskonalsi herosi wyglądają jak wycięci z kartonu.   

 

Jarosław Mixer Mikołajczyk

 

Gryf - Pałacyk Michla, Żytnia, Wola 

Jarosław Wróblewski

Fronda Warszawa 2017

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00