• Start
  • Recenzje
  • Zbrodnia i Kara dobre przedstawienie Teatru Wszelki Wypadek
  • Jarek Mikołajczyk

Zbrodnia i Kara dobre przedstawienie Teatru Wszelki Wypadek

Zbrodnia i Kara tyle już razy przenoszona na sceny, nigdy tak naprawdę nieprzeniesiona do końca. Każda adaptacja wymaga kastrowania Dostojewskiego. Zabieg nieunikniony, niestety trudny. Pół biedy, jeśli reżyser, kastruje Raskolnikowa. Jak twierdzą niektórzy psychiatrzy Rodion to klasyczny przypadek schizofrenii maniakalno--depresyjnej, inni mówią, że tylko samotny i rozdarty emocjonalnie. Tak czy owak, na scenie kolos nie do uniesienia przez aktora, bez cięć.

Kujawski tego Raskolnikowa kroi umiejętnie, chyba jednak zbyt oszczędnie. Za dużo świra na scenie. Za to jest kolejnym też realizatorem, który kastruje Zbrodnię i Karę z Marmieładowa, a to boli...to sprawia, że może tytuł by podrasować trzeba, że na motywach albo coś... Nie wystarczy zbrodnia, by była kara, potrzebna jest wina...wyrzut sumienia, a wyrzut sumienia to Marmieładow. Zbrodnia i Kara bez Marmieładowa trochę jak piwo bezalkoholowe albo smothjazz.

Zostawmy to, czego nie było. Tak chciał Kujawski, jego wszak ta inscenizacja. Artysta ma prawo zrobić wszystko; dosłownie wszystko, jeśli tylko wie po co? I ma na to argumenty.

Argumentów nie zabrakło, tyle, że trochę długo

Pierwszym i chyba najmocniejszym argumentem jest sam Tomasz Kujawski.
Delikatna gra na emocjonalnym aucie. Nic...tylko spokój, niedzianie się, brak miotania się, dreptania; żadnych przyruchów. Czysto, z pewnym dystansem do roli, a jednak ciepło. Fantastycznie podany tekst, przeniesienie emocjonalności gdzieś na lewą półkulę mózgu. Kujawskiemu udaje się nie zrobić z Porfirego Piotrowicza ani urzędnika carskiego, ani przepsychologizowanego cwaniaka, co zdarza się wbrew Dostojewskiemu dość nagminnie w teatrach. Porfiry rozgrywa Rodiona jak arcymistrz partię szachów. Czerpie z tego przyjemność, ale się tym nie ekscytuje, nie ma w nim cynizmu, jest troska. Prosta oszczędna gra dokładnie w punkt. Chciałoby się by wszyscy zawodowcy, mieli tak wyczulony słuch teatralny.

Bliskość planu i ubogi anturaż to kolejna siła tego przedstawienia. Światło, ciepłe ubogie właściwie tylko zaznacza kontur. Wszystko dzieje się jak przy studyjnych monitorach bliskiego planu Behringer Truth, blisko, ciepło, głęboko. Spójna konwencja, ascetyczna, bliska dobremu słuchowisku.

Trochę może za dużo zabiegu zmiany dekoracji, to rozbija uwagę, z drugiej strony daje moment wytchnienia. Brak fajerwerków i trików scenograficzno-aktorskich wymusza na widzu koncentrację. Słuszna przerwa, mimo tego pojawia się znużenie i wrażenie pewnej rozwlekłości. Nie jest to jednak winą tempa, po prostu za długo.

Nie ukrywajmy ciężar spektaklu obok Porfirego niesie jeszcze Rodion Raskolnikow (Marcin Bożek). Sonia zaznaczona znikomo, raczej tło albo kontrast dla Raskolnikowa. Zagrana licealną manierą, na szczęście bez nadmiernej egzaltacji. Dobry początek przygody z teatrem młodej aktorki. Sporo jednak pracy, by wydobyć wielowarstwowość postaci, która nie jest tylko biedną, niewinną Sonieczką. Reszta ekipy ledwie zaznaczona, ale całkiem sprawnie.

Raskolnikow, bo czas wrócić do niego. Zdecydowanie ustępuje Porfiremu. Trudno powiedzieć, czy to aktor czy reżyser ustawił postać na ciągłym rozemocjonowaniu. Rzecz jasna sprawą psychologów jest, czy Rodion cierpi na ChAD, wydaje się jednak, że mimo bardzo emocjonalnej gry aktora mało dynamiczne przejścia ze stanów depresyjnych do hipomanii. Raskolnikow Teatru Wszelki Wypadek ma chyba zbyt dużo zaburzeń jednocześnie. Brak momentów gry intelektualnej, nieustanne szafowanie emocjami zaczyna męczyć pod koniec i to wtedy kiedy są one najbardziej uzasadnione. Brak partnerskiej gry z Porfirym, na poziomie rozgrywki intelektualnej, trochę dziwi. Mimo tego Marcin Bożek generalnie unosi rolę. Momenty pewnego zmęczenia jego emocjonalnością u widza wydają się nie do uniknięcia w takiej konwencji znużenie to jednak nie nuda. Być może zresztą to przejaskrawienie obłędu podbija właśnie, na zasadzie kontrastu, Porfirego. Raskolnikow Bożka da się lubić, w sporej części przedstawienia intryguje...

Amatorskie przedstawienie? Czegoś takiego nie ma.

Gdzieś wychodząc ze spektaklu wysłyszałem: jak na amatorów świetne. Chyba tylko szacunek do Tomka Kujawskiego sprawił, że nie odwróciłem się, by obsztorcować delikwenta, a mówiąc szczerze by nie dać w ryja.

Do ciężkiej Anielki i Antka Bosego, (jak mawiał mój dziadek hrabia Kruszyński, a były to jego najgorętsze przekleństwa) nie ma czegoś takiego jak „jak na”... Wychodzisz na scenę i nikt cię nie pyta, czy ty po dyplomach, kursach czy prosto z ulicy. Scena to miejsce prawdy, nie ma taryfy ulgowej. Nawet jeśli, jak w tym przypadku, biletu nie było dałem Teatrowi Wszelki Wypadek to czego mi najdotkliwiej brak – czas. Gdyby ten teatr mnie zawiódł, wkurzyłbym się tak samo na stratę czasu, jak podczas Masłowskiej u Fredry. Nie zawiódł mnie jednak zatem zostałem i po antrakcie. To, że nie oczekuję po Teatrze Wszelki Wypadek tego, co po Teatrze Starym z Krakowa to rzecz naturalna, dlatego nie muszę stosować jakiś obraźliwych stwierdzeń w stylu: jak na Gniezno, jak na amatorów...

Dobre przedstawienieTyle może nic więcej, na pewno nic mniej. Były momenty piękne, widzowie, których przez ustawienie sali miałem jak na dłoni, skoncentrowani, uważni, przy świetnych wyważonych momentach głównie Porfirego subtelne uśmiechy... Dostrzegłem też łzy wzruszenia. To jest prawda teatru, a reszta to dłubanie w zębie lub intelektualne kulanie babola, których u Kujawskiego nie było.

Do owacji nie wstałem, choć czułem się zakładnikiem 3/4 sali, która wstała. Do Absolutu to jednak jeszcze spora droga. Co ważne wie o tym i Tomek, któremu po prostu od serca gratuluję dobrego przedstawienia. Cieszę się Tomkiem Kujawskim, cieszę się nie tylko przez pryzmat, tych, którzy przez lata przeszli przez jego ręce, a było ich kilku, za to ważnych dla kultury miasta i dla mnie też ważnych ... Cieszę się Tomkiem, a raczej jego trwaniem na posterunku.

 

Jarek Mixer Mikołajczyk

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00